Test: Mazda MX-30 to wszystko, co jest nie tak z elektrykami. I ciągle może mieć sens

Jest droga – ceny startują od ponad 140 tys. zł. Ma mały zasięg – producent deklaruje, że przejedzie tylko 200 km. A mimo to podczas tygodnia z Mazdą MX-30 nie miałem na co narzekać. No, prawie nie miałem, bo jedna rzecz jest do poprawy.

Otwierane na przestrzał drzwi MX-30 to jeden z jej znaków szczególnych

Otwierane na przestrzał drzwi MX-30 to jeden z jej znaków szczególnych (Fot. Konrad Skura)

Mazda MX-30 — test

Okno pokoju, w którym piszę te słowa, wychodzi na ulicę. Stąd mam doskonały widok na nie tylko przejeżdżające auta, ale też te zaparkowane. Widzę więc, co porusza się po mieście oraz co kupują moi sąsiedzi. Patrzę na przemykające dostawczaki, które wiozą meble i jedzenie do sklepów. Obserwuję duże minivany, gdzie każde dziecko ma swoje miejsce. Są wszechobecne SUV-y.

Tam też stała ona. Szalenie stylowa mazda MX-30 z zielonymi tablicami, które krzyczą "ha, jestem elektryczna, a ty nie". Jedna z 222, które w 2020 roku pojawiły się w Polsce. Ta była czerwona, więc logo producenta było w niej w zasadzie zbędne. Mamy więc dostawczaki, minivany, SUV-y i MX-30. Wiecie, co one mają ze sobą wspólnego? Dziś żadnego z nich bym ich nie kupił.

Ostatni raz, gdy musiałem przewieźć coś dużego, miał miejsce ponad rok temu. Nawet gdybym potrzebował się przeprowadzić, wynajęcie dostawczaka to dzisiaj trzy kliknięcia. Nie potrzebuję auta dla gromadki dzieci i na pewno nie potrzebuję SUV-a. Przez okno pokoju nie widzę żadnej ładowarki, dlatego kupienie elektrycznej MX-30 byłoby po prostu nieporozumieniem. Ale ona sama nie jest.

Dla kogo jest to auto?

Mazda MX-30

Z jednej strony przywykliśmy dziś do tego, że nie wszystkie auta są uniwersalne. Nikt nie patrzy na Alpine A110 i mówi, że coś takiego nie ma sensu, bo przecież nie przewieziesz nim szafy. Tak samo nikt nie mówi, że Ford Transit to pomyłka, bo na torze objedzie go praktycznie wszystko. Z drugiej strony – dostosowanie tej samej zasady do aut "zwyczajnych", że je tak nazwę, jest trudne.

W przypadku MX-30 tym, czego nie zrobisz, są dalekie wyprawy. Znaczy – owszem, da się, ale nawet ja, zagorzały fan elektromobilności, długo zastanawiałbym się, czy pojechać gdzieś dalej autem, które ma 200 km deklarowanego zasięgu. Mazda to wie, więc wprost mówi, że to jest samochód dla tych, którzy mają w garażu jeszcze jeden i raczej jeżdżą niewiele. MX-30 na co dzień, coś spalinowego od święta.

Mazda MX-30

Ja dorzucę jeszcze dwa warunki: trzeba być kimś wybrednym i majętnym. Jeżeli nie jesteś wybredną osobą, to raczej nie będzie ci zależeć na tym, że MX-30 jest naprawdę świetnie wykonana w środku i że w standardzie ma bogate wyposażenie. Z kolei jeżeli nie chcesz wydać na samochód dużo, to pewnie nie pobiegniesz do salonu po kosztującego ponad 140 tys. zł kompaktowego crossovera.

Zobacz również: Jak działa asystent pasa ruchu i aktywny tempomat?

Więc jak się żyje z MX-30?

Zaskakująco… zwyczajnie. Między bajki można wsadzić martwienie się o zasięg, o ile codziennie podłączasz auto do ładowania. Wspominałem, że u siebie w domu nie mam na to warunków, ale w pracy już tak. Każdego dnia wyciągałem z małego, ale ustawnego bagażnika kabel zakończony zwykłą wtyczką i przy użyciu gniazdka doładowywałem akumulator. W efekcie zamiast jeździć od stacji do stacji codziennie miałem pełen zasięg.

Mazda MX-30

Ten jednak nie wynosił deklarowanych przez Mazdę 200 km. Oj nie. Jak widzicie po zdjęciach, test odbywał się w zimowych warunkach. Temperatury spadały do nawet -11 st. Celsjusza i choć nagrzewałem wnętrze przed odjazdem, to zużycie energii w mieście czasem przekraczało nawet 25 kWh/100 km. Przekłada się to na ok. 120 km na jednym ładowaniu. Przy lepszej pogodzie było to 18,2 kWh/100 km, więc ok. 160 km zasięgu.

Gdy nie musisz patrzeć na zasięg, możesz docenić, że w kabinie jest naprawdę przestronnie – przynajmniej z przodu. Z tyłu spodziewałem się więcej miejsca, szczególnie że Mazda zainwestowała w wydziwiane drzwi, by łatwiej się tam wsiadało. Na jakość materiałów we wnętrzu raczej narzekać nie można, choć zdarza się, że miejscami dotkniesz twardego plastiku. Za to impregnowany korek robi robotę.

Wnętrze MX-30 jest proste i ergonomiczne a zegary - czytelne

Dużo rzeczy w MX-30 jest po prostu przemyślanych. Weźmy na tapet wyświetlacz head-up, który pokazuje wskazania z asystenta martwego pola. Albo pokrętło do obsługi systemu multimedialnego. Ale są też rzeczy dziwne, jak np. zastąpienie panelu klimatyzacji ekranem, który w sumie nie ma żadnych dodatkowych funkcji. Obok jednak zostały zwykłe przyciski. Super, to po co ten ekran?

Również jazda elektryczną mazdą jest bardzo zwyczajna. Tutaj Japończycy dużo lubią mówić o łączeniu jeźdźca i konia, ale co musicie wiedzieć, to że MX-30 nie wciska w fotel tak jak inne elektryki. Bardzo spokojnie rozwija swoje 145 KM mocy, ale wigoru jej nie brakuje. Nie jeździ się nią też w absolutnej ciszy, bo samochód generuje sztuczny dźwięk do kabiny, który przypadł mi do gustu.

Stopień rekuperacji (jest ich łącznie aż 5) możesz wybierać łopatkami za kierownicą. Wymaga to trochę przyzwyczajenia, ale dzięki temu można wygodnie wytracać prędkość przy użyciu wyłącznie palców. Niestety – nie da się w ten sposób doprowadzić do pełnego zatrzymania auta. Nawet w najmocniejszym trybie trzeba nacisnąć hamulec, by MX-30 stanęła.

Mazda MX-30

Za to pod względem prowadzenia japoński wóz może wręcz zaskoczyć elektro-sceptyków. Mazda potrafi tworzyć angażujące w prowadzeniu samochody i MX-30 nie jest wyjątkiem. Inżynierom udało się zamaskować masę auta (ponad 1,6 tony), przez co naprawdę można tu poczuć frajdę z pokonywania kolejnych kilometrów. Zachęca do wybierania bardziej krętych dróg i ochoczo angażuje do szybszego pokonywania zakrętów.

Wspominałem jednak, że jest tu coś do poprawy. Tak, pojemność akumulatora, ale chodzi o ten mniejszy, 12V. Podczas sesji zdjęciowej MX-30 stało przez 20 minut z włączonymi światłami oraz systemem multimedialnym i to było za dużo. Auto się już nie włączyło, potrzebna była pomoc. Producent – chcąc walczyć o kilogramy – zdecydował się na malutki akumulator, przez co bardzo szybko kończy się w nim prąd.

Pod maską MX-30 jest sporo miejsca

Czy z takim problemem spotkacie się na co dzień? Niewykluczone. Trafiłem na kilka głosów od użytkowników, którzy mieli do czynienia z rozładowanym akumulatorem 12V w MX-30. Mam nadzieję, że przy okazji liftingu Mazda jednak zdecyduje się na coś większego, bo przecież ten samochód i tak lekki nie jest, nawet jak na elektryka.

Ale jednak byś nie kupił…

Na początku wspominałem, że MX-30 to auto dla tych, którzy mają w domu jeszcze jeden samochód, którzy są wymagający i którzy są majętni. U nich sprawdzi się naprawdę wyśmienicie, ale nie będzie bezkonkurencyjne. W takim budżecie można bowiem kupić Volkswagena ID.3 Pure Performance. Ma większy zasięg, jest praktyczniejszy i jest równie ciekawym autem co MX-30, a też jeździ wyśmienicie.

Mazda MX-30

Opcją do rozważenia będzie Honda e. Mnie ten samochód rozczarował, ale jeśli kupujesz oczami, japoński maluch nie ma sobie równych. Taniej a równie stylowo? Nowy Fiat 500, choć tego auta jeszcze nie sprawdzałem. Taniej a praktyczniej? Postawiłbym na Nissana Leafa. Zasięg trochę większy, ale cena jest dużo niższa, a w środku jest przestronniej. Jest jeszcze Renault Zoe z 395 km deklarowanego zasięgu.

Przeczytaj moje testy Hondy e, Renault Zoe oraz Nissana Leafa:

Test: Honda e — bycie oryginalnym i stylowym wymaga poświęceń

Od początku było jasne, że Honda e będzie małym, ale drogim elektrykiem, który niski zasięg ma nadrobić uroczym nadwoziem i nietypowymi…

Test: Renault Zoe R135 pokazuje, że rozmowy o zasięgu można odłożyć na bok. Są ważniejsze rzeczy

Na papierze Renault Zoe to najlepszy samochód elektryczny, na który można dostać dopłatę – w końcu ma największy zasięg. Tylko że na co dzień to…

Test długodystansowy Nissana Leafa: życie z elektrykiem "na dopłatę"

Nissan Leaf to jedyny przedstawiciel klasy kompaktowej, który kwalifikował się do dopłat oferowanych przez rząd. Postanowiłem sprawdzić, jak wygląda…

Na tle konkurencji MX-30 nie ma więc wielu cech, którymi by przeważała. Ale nie ma też poważnych wad, które by ją dyskwalifikowały. To auto dla tych, którzy nie kupują samochodu, patrząc na cyferki czy zestawienia. Niedawno znajomy napisał mi, że spontanicznie kupił nową Mazdę 3. I na tej samej zasadzie MX-30 ma sens.

Wspominałem o liście wymagań, które musi spełnić odbiorca elektrycznej mazdy. Ja się do tej grupy nie zaliczam, więc za MX-30 nie będę tęsknił. Błędem jednak jest z miejsca skreślać to auto ze swojej listy modeli do rozważania. Jeżeli szukasz auta na krótkie dystanse, możesz je ładować w domu, masz drugi samochód, masz odpowiedni budżet i mazda ci się podoba, to nie zastanawiaj się. Nie będziesz narzekać.

Ogólna ocena7z 10

Plusy:

  • przyciągająca wzrok stylistyka
  • przemyślane (zazwyczaj) wnętrze
  • świetne prowadzenie
  • bogate wyposażenie w standardzie

Minusy:

  • mały zasięg na tle konkurencji
  • problematyczny akumulator 12V
  • wysoka cena
Mazda MX-30 (2020)
Rodzaj napędu: Elektryczny  
Pojemność akumulatora: 35 kWh  
Moc maksymalna: 145 KM  
Moment maksymalny: 265 Nm  
Pojemność bagażnika: 350 l  
Osiągi:
  Katalogowo: Pomiar własny:
Przyspieszenie 0–100 km/h: 9,7 s  
Prędkość maksymalna: 140 km/h  
Zużycie energii: 19 kWh/100 km 24,3 kWh/100 km

Sprawdź pełne dane techniczne Mazdy MX-30 na AutoCentrum.pl

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Toyota Yaris GRMN - dobra wiadomość: jest doskonała. Zła wiadomość: zapomnij, że ją kupisz Suzuki Vitara po liftingu: koniec z silnikami wolnossącymi Peugeot 2008: ekscytujący czas dojrzewania Test: Kia Stonic iMT - z elektromechanicznym sprzęgłem! Test: Seat Leon 1.4 TSI po 150 tys. km - sporo wad, jeszcze więcej zalet i... żadnych awarii Hyundai i10 1,1 Comfort - wciąż w grze [test autokult.pl] Nowa Škoda Superb Combi 2,0 TDI DSG 4x4 (2015) - test, opinia, spalanie, cena Chevrolet Orlando 2,0D LT+ - rodzinny długodystansowiec [test autokult.pl] Pierwsza jazda: Opel Crossland po liftingu - w cieniu nowej Mokki Pierwsza jazda nowym Audi A8. Za kierownicą jesteśmy już (prawie) zbędni Renault Megane Coupe Monaco GP TCe 130 - sportowy kamuflaż [test autokult.pl] Nowa Toyota Auris 1.6D-4D TS i 1.2T - test, opinia, spalanie, cena

Popularne w tym tygodniu:

Test: Dacia Logan pokazuje, że za ok. 50 tys. zł można kupić nowe, sensowne auto Pierwsza jazda Mazdą MX-5 Cup. Nowa polska seria najlepsza do rozpoczęcia przygody z wyścigami Test: Hyundai Kona hybrid - bycie eko nie zawsze jest tanie Test: Volkswagen Tiguan eHybrid – czy pogoń za "modą" przyniesie sukces? Test: Volkswagen Golf GTI - klątwa wszechstronności Test: Citroën C4 - (kolejna) zmiana zasad gry Test: BMW 128ti - myśląc o nim jak o członku rodziny "M", można się srogo rozczarować Test: BMW M5 CS to auto o dwóch obliczach. Jedno mnie zmasakrowało, drugie chciało zabić