Pierwsza jazda: Ford Mustang Mach-E GT to elektryk all in one. Jak spisał się w trasie przez pół Polski?

Do gamy Mustanga Mach-E dołączyła właśnie topowa, najostrzejsza odmiana GT. Sprawdziłem, ile w niej sportu i przekonałem się, że nawet w tym wydaniu, jest to wszechstronny elektryk na co dzień. Ale czy także wtedy, gdy trzeba wyjechać za miasto?

To zdecydowanie nie były najlepsze warunki do testu elektryka

To zdecydowanie nie były najlepsze warunki do testu elektryka (fot. Aleksander Ruciński)

Pierwsze jazdy nowym Mustangiem Mach-E GT pierwotnie miały odbyć się w słonecznej Chorwacji przy bardziej akceptowalnych temperaturach. Niestety pandemia pokrzyżowała nam szyki i impreza została odwołana. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło — testowy egzemplarz przywieziono bowiem do Polski, dzięki czemu mogłem z nim obcować dłużej i w zauważalnie trudniejszych warunkach.

Na start zafundowałem mustangowi wycieczkę z Warszawy do Gdańska, potem kilka dni miejskiej eksploatacji i powrót do stolicy. Wszystko to pod znakiem przymrozków i śniegu. Zdecydowanie nie były to warunki sprzyjające uwydatnieniu zalet elektrycznego napędu. Wręcz przeciwnie. Czy mimo to Mach-E GT wyszedł z tego krótkiego testu obronną ręką? I tak, i nie.

Na żywo robi jeszcze lepsze wrażenie

Kontrowersja na kołach, która może się podobać

Przyznam, że gdy po raz pierwszy zobaczyłem zdjęcia Mach-E, zdębiałem. Jak większość petrolheadów nie mogłem zrozumieć dlaczego nazwali elektrycznego crossovera Mustangiem. Po pierwszych jazdach nadal tego nie rozumiem, ale akceptuję. Tak jest — koniec, kropka. Tym bardziej, że nastawiając się negatywnie z powodu samej nazwy, można przeoczyć zalety. A tych jest całkiem sporo.

Zacznijmy od muskularnego, dynamicznie narysowanego nadwozia, które na żywo robi znacznie lepsze wrażenie niż na fotografiach. To w połączeniu ze "smerfowym" lakierem Grabber Blue owocowało spojrzeniami przechodniów i zaciekawieniem innych kierowców. Nie brakuje też interesujących detali — zarówno tych nawiązujących do spuścizny Mustanga - tylne światła, głębokie przetłoczenia na drzwiach i imitacja atrapy chłodnicy w charakterystycznym kształcie, jak również gadżetów, które przypadną do gustu technologicznym geekom.

Lampy nie pozostawiają wątpliwości, że mamy do czynienia z mustangiem

Mowa przede wszystkim o przyciskach na drzwiach, które zastąpiły tradycyjne klamki, klawiaturze, która pozwala otwierać auto kodem czy możliwości zrobienia tego samego za pomocą aplikacji na smartfona. Zupełnie jak w Tesli — zresztą, wystarczy zajrzeć do wnętrza, by dostrzec więcej podobieństw.

Minimalizm, ale nie w kwestii jakości

Na pierwszy rzut oka kokpit prezentuje się dość… skromnie. Fizycznych przycisków jest jak na lekarstwo. Są za to dwa wyświetlacze. Pierwszy, przed kierowcą pełni funkcję zestawu wskaźników. Drugi, oparty na systemie SYNC4 odpowiada za obsługę instrumentów pokładowych i multimediów. Wszystko działa płynnie, intuicyjnie i szybko, choć nadal nie jest tak wygodne jak tradycyjne guziki.

Ekran ma przekątną aż 15,5 cala

Pochwały należą się za użyte materiały wykończeniowe i jakość spasowania. Jest to zdecydowanie najlepiej wykonany Ford jakim kiedykolwiek jeździłem. Większość elementów jest przyjemnie miękka i sprawia solidne wrażenie. Wersja GT poza syntetyczną skórą wysokiej jakości wyróżnia się też alkantarą, która obszernie pokrywa boczki drzwi. Jeśli dodamy do tego wygodne fotele ze świetnym trzymaniem bocznym, otrzymamy miejsce, w którym bardzo przyjemnie się przebywa.

Zobacz również: Jaguar I-Pace z Gdańska do Warszawy – na jednym ładowaniu!

Tym bardziej, że przestrzeni jest mnóstwo. To zasługa imponującego rozstawu osi, który wynosi aż 2984 mm przy długości nadwozia 4743 mm. Niestety tego samego nie można powiedzieć o bagażniku. 402 litry to zdecydowanie za mało jak na pojazd aspirujący do miana rodzinnego crossovera. Na szczęście jest jeszcze przedni, 82-litrowy kufer, z… odprowadzeniem wody. Możecie więc wrzucić tam brudne rzeczy, a potem wszystko spłukać.

Na osłodę po rozczarowującym bagażniku zostaje bardzo bogate wyposażenie wydania GT. Dostaniemy tu m.in. 20-calowe felgi, adaptacyjne reflektory LED, adaptacyjne zawieszenie MagneRide, system kamer 360 stopni, adaptacyjny tempomat czy audio Bang&Olufsen, które Ford określa mianem premium. Moim zdaniem ten zestaw gra jednak dość przeciętnie, z bardzo mocnym dołem, ale zbyt słabą górą.

Dwie twarze Mustanga

Po ruszeniu z miejsca trudno poczuć sportowe emocje. Ot zwykły elektryk, który toczy się płynnie i cicho, natychmiastowo reagując na wciśnięcie pedału przyspieszenia. Wszystko zależy jednak od tego, jak głęboko go wciśniecie. Wersja GT ma bowiem swoją drugą twarz, którą chętnie ujawnia szczególnie w trybie jazdy Untamed, który tu jest czymś w rodzaju trybu Sport.

Fotele są nie tylko ładne, ale też świetnie trzymają na boki

Każde wduszenie gazu budzi bowiem do życia 860 Nm trafiających na wszystkie koła i 487 KM mocy. Odczuwalnie auto jest bardzo szybkie, co potwierdzają czasy przyspieszeń — 4,4 sekundy ze startu zatrzymanego. Co więcej nawet na śliskiej nawierzchni nie brakuje trakcji - napęd AWD realizowany przez dwa silniki, po jednym na każdej z osi działa błyskawicznie i sprawnie moduluje momentem obrotowym.

Jeśli chcecie, opcjonalnie możecie nawet włączyć imitację dźwięku silnika, który będzie wydobywał się z głośników lub funkcję jazdy z użyciem jednego pedału. To nic innego jak rekuperacja, która pozwala korzystać z hamowania silnikiem i odzyskiwać energię. Sprawdza się to szczególnie w mieście.

Jak przystało na sportową wersję - hamulce są bardzo dobre

Przy odrobinie wprawy da się jeździć bez użycia klasycznych tarcz i zacisków Brembo, swoją drogą bardzo wydajnych. Do pełni szczęścia brakuje jednak regulacji stopnia rekuperacji, gdyż ten, narzucony przez Forda działa zdecydowanie zbyt agresywnie, zaburzając płynną komfortową jazdę.

Jeśli jesteśmy przy komforcie, trzeba wspomnieć o zawieszeniu, które zawsze było specjalnością Forda. Połączenie adaptacyjnego zestawu MagneRide z 20-calowymi kołami okazuje się zaskakująco wygodne w codziennym użytkowaniu. Mach-E GT sprawnie wybiera nawet największe nierówności, robiąc to sprężyście, ale bez uszczerbku dla samopoczucia pasażerów. A jak się prowadzi?

Długi rozstaw osi to nie tylko przestrzeń, ale i stabilne prowadzenie

Tu jest nieco gorzej. Można powiedzieć, że świetnie jak na crossovera ważącego 2273 kg, ale po wersji GT spodziewałbym się jednak większego czucia w układzie kierowniczym. Tu jest typowo elektrycznie — trochę jak podczas gry w wirtualne wyścigi. W kwestii precyzji prowadzenia, braku przechyłów i przewidywalności, jest to jednak jedna z najlepszych propozycji w segmencie. I to nie tylko EV.

To jak było w tej trasie?

Ruszając w trasę z Gdańska do Warszawy zastanawiałem się jak cechy charakterystyczne dla GT, takie jak znacznie większa moc, bogatsze wyposażenie i bardziej sportowy charakter wpłyną na zużycie prądu, zasięg i komfort.

Szybko okazało się jednak, że Mach-E GT, szczególnie w trybie Whisper potrafi być komfortowym i całkiem niezłym towarzyszem podróży. Oczywiście pod warunkiem, że zachowawczo korzystacie z dostępnej mocy. Zresztą nie miałem innego wyjścia, gdy po odbiorze zobaczyłem, że mimo pełnego akumulatora komputer wskazuje 383 km zasięgu. To o 107 km mniej od deklarowanego przez producenta (490 km), co z pewnością było częściowo wynikiem niskiej temperatury (3 stopnie Celsjusza)

Po nagrzaniu kabiny do akceptowalnego poziomu i kilku szybszych sprintach ze świateł, na wylocie ze stolicy miałem 350 km zasięgu i 354 km do domu. Musiałem więc przejść w tryb spokojnego kierowcy. Na odcinku do dwupasmowej S7 jechałem zgodnie z obowiązującymi ograniczeniami. Później, znacznie poniżej - na dopuszczalnych 120 km/h ustawiłem tempomat na 100 km/h i powoli zaprzyjaźniałem się z kierowcami ciężarówek. Efekt? Średnie zużycie na 100 km spadło do 22 kWh, więc zasięg zaczął ubywać wolniej niż kilometry, które zostały do przejechania.

Zasięg w zimowych warunkach niestety nie imponuje

Ostatecznie, mając prądu na jeszcze 70 km doładowałem się w Elblągu. Dojechałbym do Gdańska na styk, ale tak było mi wygodniej. Poza tym nie chciałem opróżniać baterii poniżej 20 proc. Warszawa-Gdańsk na jednym ładowaniu w 487-konnym Mustangu jest więc możliwe. Skłamałbym jednak, gdybym powiedział, że było fajnie.

Moc kusi, ale nie możesz jej użyć

Szybsza jazda ze stałą prędkością, a tym bardziej gwałtowne przyspieszenia, które w sportowej wersji wydają się oczywistością, drenują akumulator w zastraszającym tempie, co moim zdaniem jest najlepszym dowodem na to, że Mach-E GT, choć jest bardzo dobrym autem, w tej wersji nie ma większego sensu. Po co mi logo GT, kubełkowe fotele i 487 KM, kiedy w walce o przyzwoity zasięg nie jestem nawet w stanie jechać z dopuszczalną przepisami prędkością.

Na powrocie niestety nie było lepiej. Temperatury spadły do jeszcze niższych, a wraz z nimi zasięg. Wyjeżdżając z Gdańska przy -4 stopniach Celsjusza i 88-kWh akumulatorze zapełnionym na 99 proc. komputer wskazał 282 km. Było więc jasne, że tym razem się nie uda. Mimo, że znów toczyłem się setką w towarzystwie ciężarówek, nie udało się zejść poniżej 26 kWh / 100 km/h i musiałem doładować się w Mławie.

Można ładować się w domu, ale bez wallboxa trwa to całe wieki

Co ciekawe, poza publicznymi ładowarkami, podczas tego krótkiego testu raz skorzystałem również z domowego gniazdka 230 V. Była to okazja, by przekonać się jak cały proces wygląda w praktyce. Od godz. 17 w sobotę, do godz. 13 w niedzielę zyskałem 45 proc, a zasięg wzrósł o 150 km. Szału nie ma, więc ci, którzy chcieliby ładować swojego mustanga w domu, koniecznie powinni zaopatrzyć się w wallboxa.

Dobry samochód, ale wciąż elektryk

Mustang Mach-E GT to dobrze wykonany, świetnie wyposażony i przestronny crossover o wszechstronnym charakterze. Jest komfortowy, stateczny i cywilizowany jak na sportową wersję, ale gdy tego chcesz, potrafi pokazać pazur. Sprawdzi się również w dłuższej trasie pod warunkiem, że będziecie gotowi na wyrzeczenia. Te jednak nie wynikają z cech konkretnego modelu lecz natury napędu elektrycznego i ograniczeń z nim związanych - choćby takich jak znaczący spadek wydajności w niskich temperaturach.

Jeśli jesteś ich świadom, użytkujesz auto w mieście albo nie przeszkadza ci częste ładowanie, będziesz zadowolony. W cenie 342 tys. zł trudno bowiem o równie dobrze wyposażoną i mocną propozycję, nie licząc Tesli Model Y. Mach-E wydaje się jednak być bardziej dojrzałą i emocjonującą konstrukcją od amerykańskiego konkurenta.

Ogólna ocena9z 10

Plusy:

  • Atrakcyjny wygląd
  • Przestronne i dobrze wykonane wnętrze
  • Świetna trakcja i przyspieszenie
  • Wszechstronny charakter
  • Komfort jazdy
  • Niezła cena (jak na ten segment i osiągi)

Minusy:

  • Brak regulacji stopnia rekuperacji
  • Niewielki bagażnik
  • Znaczący spadek zasięgu w niskich temperaturach
Ford Mustang Mach-E GT AWD 98 kWh (2021)
Rodzaj napędu Elektryczny  
Pojemność akumulatora 98 kWh (88 kWh netto)  
Moc maksymalna: 487 KM  
Moment maksymalny: 860 Nm  
Pojemność bagażnika: 402 l + 81 l  
Osiągi:
  Katalogowo: Pomiar własny:
Przyspieszenie 0–100 km/h: 4,4 s  
Prędkość maksymalna: 200 km/h  
Zużycie energii: 20 kWh/100 km 24 kWh/100 km
Zasięg: 490 km ~ 366 km
Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Hyundai i30 N Performance: sprawdziłem go jako auto na co dzień Test: Mitsubishi ASX 2.0 MIVEC - lifting zmienił mu twarz i silnik, ale zostawił to, co najważniejsze Kia Sportage 1.7 CRDI (2016) - godny następca wielkiego hitu? Test: Toyota Proace Verso VIP - tu chodzi o floty, ale nie tylko Test: Mazda MX-30 to wszystko, co jest nie tak z elektrykami. I ciągle może mieć sens Audi A6 allroad quattro 3,0 TFSI S-Tronic na wielkopolskich drogach [pierwsza jazda autokult.pl] Powolny objazd miasta Lexusem RX 450hL - my prowadzimy, wy piszecie, gdzie mamy jechać Test: Škoda Kodiaq Sportline 4x4 2.0 TDI (190 KM) – zabaw się, ale nie przesadzaj Test: Fiat 500X Sport - efekt halo Škoda Fabia 1,2 TSI DSG Elegance Plus [test] Fiat Freemont 4x2 2,0 Multijet 170 KM Urban & Chevrolet Orlando 2,0 D 163 KM LT+ - wspólny mianownik [test autokult.pl] Test: BMW 430i - pierwsze skojarzenie jest jedno

Popularne w tym tygodniu:

Test długodystansowy: VW ID.3 Pure Performance – jak pogoda wpływa na zasięg? Test: Peugeot 308 - pokochasz i znienawidzisz Test: BMW X5 xDrive 30d - z tym dieslem mógłbym jechać i na koniec świata Test: Aston Martin DBX to historyczny sukces marki. Brytyjczycy wreszcie mają auto lepsze od Porsche Test: Kia e-Niro - mów o niej: normalny samochód Test: Volkswagen Caddy PanAmericana – kombivan na pokaz Test: Audi Q4 e-tron - zobacz, dokąd zmierza motoryzacja Test: Hyundai Ioniq 5 kontra Tesla Model 3, czyli podróż elektrykiem na dwa sposoby Test: Mercedes-AMG G63 - gdyby absurd miał koła Test: Mercedes-Benz E 300e po liftingu - dobrze, że w ofercie jest alternatywna hybryda plug-in Test: nowy Peugeot 308 Hybrid 225 - Francuzi wreszcie odrobili lekcje. Przynajmniej w dużej części Test: Nowe Suzuki SX4 S-Cross – dwa punkty widzenia