Jeździłem "mistrzowską" cuprą e-racer. To jak mały zawał serca, ale po cichu
Ciasna szykana, szybki nawrót i pełnym ogniem na wyjściu w akompaniamencie… szumu. Tak, trochę brakowało mi w tym wszystkim soczystego doznania akustycznego, ale gdy wysiadałem w pełnym rynsztunku z elektrycznej, wyścigowej cupry, miałem w głowie tylko jedną myśl: "ja chcę jeszcze raz!".