Test długodystansowy Nissana Leafa: 3 rozwiązania z elektryków, za którymi tęsknię w autach spalinowych

Autem elektrycznym wjedziesz na buspas, a do tego nie musisz płacić za parkowanie w mieście. O tym mówi się często. Elektryki mają jednak też specyficzne rozwiązania, które sprawiają, że z tymi samochodami żyje się trochę wygodniej niż z ich spalinowymi konkurentami.

Nissan Leaf ma zalety, które ułatwiają życie z nim na co dzień

Nissan Leaf ma zalety, które ułatwiają życie z nim na co dzień (Fot. Mateusz Lubczański)

Nissan Leaf — test długodystansowy

Wprowadzona w lutym 2018 roku Ustawa o elektromobilności nie sprawiła, że polskie drogi zaroiły się od samochodów na prąd. Była ona jednak pierwszym krokiem do popularyzacji tych aut i wprowadziła dwa przywileje dla ich kierowców. Po pierwsze, mogą oni legalnie wjeżdżać na buspasy. Po drugie, w strefach płatnego parkowania nie muszą podchodzić do parkometrów. Jeżdżąc elektrykiem, oszczędzasz więc czas i pieniądze.

Powiedzmy jednak, że nie spędzasz tyle czasu w centrum dużych miast, więc ani problem korków, ani opłaty za parkowanie nie są zmartwieniem. Masz jednak gdzie ładować samochód i odpowiedni budżet, by pozwolić sobie na elektryka. Czy warto? Moim zdaniem mają rozwiązania, które mogą przechylić szalę na ich stronę.

1. Jeździ się nim łatwiej

W samochodach elektrycznych nie ma skrzyni biegów, nie trzeba też czekać na odpowiednie obroty, by przyspieszyć. To jednak nie koniec różnić w jeździe. Wiele modeli na prąd ma na tyle mocno działający system rekuperacji, że na co dzień nie trzeba sięgać po hamulec. Po prostu odpuszczasz pedał przyspieszenie, a auto zaczyna wyraźnie zwalniać. Zapalają się wtedy też światła hamulca, żeby dać znać innym o manewrze.

System e-Pedal można włączyć przyciskiem

Nissan poszedł o krok dalej i stworzył system o nazwie e-Pedal, w którym rekuperacja współpracuje z układem hamulcowym – ten drugi wkracza do akcji, gdy auto się w pełni zatrzymuje. Korzystanie z tego rozwiązania wymaga przyzwyczajenia, ale już po ok. kwadransie jeździłem głównie przy użyciu jednego pedału. Oczywiście nikt nie zmusza do używania e-Pedal i można go włączyć lub wyłączyć za pomocą przycisku na konsoli centralnej. O ile na trasie wolałem tradycyjne rozwiązanie, tak w mieście radzę jednak korzystać z tej nowinki. I nie chodzi nawet o wygodę.

Hamowanie przy użyciu rekuperacji oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze, część energii wykorzystywanej do zwalniania wraca do akumulatora i uwierzcie mi, że różnicę widać. Po drugie, im mniej używamy konwencjonalnych hamulców, tym wolniej one się zużywają. Efekt? W autach elektrycznych tarcze i klocki zazwyczaj wytrzymują znacznie ponad 100 tys. km. Wolniejsze zużycie to też mniej emisji pyłów do powietrza.

Zobacz również: Maserati Levante S - test w zaśnieżonych górach

2. Szybciej robi się w nim cieplej

Magiczny przycisk, który przydaje się, gdy temperatura na dworze spada

Gdy w zimie wsiadamy do auta, chcemy, by jak najszybciej było w nim ciepło. To nie tylko kwestia wygody, ale też bezpieczeństwa. Kurtka krępuje ruchy kierowcy, więc lepiej ją zdjąć przed wejściem do samochodu. Tutaj pojawia się duża zaleta wybranych elektryków. Niektóre modele – tak jak testowany nissan – są wyposażone w pompy ciepła, które bardzo szybko nagrzewają kabinę. Osiągniecie zaprogramowanej temperatury to zazwyczaj kwestia kilku minut, co jest sporym udogodnieniem.

Jak działa pompa ciepła? W dużym skrócie: pozyskuje ona ciepło, które ukrywa się nawet w zimnym powietrzu, i kieruje je do wnętrza samochodu. To sprawia też, że energia potrzebna do nagrzania kabiny jest mniejsza niż w przypadku tradycyjnego rozwiązania. Różnica jest widoczna, o czym mogłem się przekonać, porównując Nissana Leafa i Opla Corsę-e. Japończyk zakończył pomiar na pętli testowej z wynikiem o 1 kWh/100 km niższym niż mniejszy rywal.

3. Wsiadasz do gotowego do jazdy auta

Ostatni punkt nie jest czymś, co występuje wyłącznie w elektrykach, ale o ile tu jest standardem, to w autach spalinowych – niekoniecznie. Chodzi o możliwość zdalnego sterowania temperaturą w aucie oraz programowania jej. Nie spotkałem się z samochodem elektrycznym, w którym nie mógłbym zaplanować ogrzewania czy chłodzenia kabiny. Niektóre modele mają ograniczenia (np. konieczność podpięcia auta do ładowania), ale jest to pewnego rodzaju oczywistość.

Przydatne, jeśli parkujesz samochód na dworze

Można to zrobić na dwa sposoby. Pierwszym jest zaprogramowanie odpowiedniego ustawienia w systemie multimedialnym. Wskazuje się tam na godzinę odjazdu, a auto samo zadba o odpowiednie schłodzenie lub dogrzanie wnętrza. Drugim – przeze mnie preferowanym – jest skorzystanie z aplikacji mobilnej. Kilka kliknięć w ekran telefonu, a samochód rozpocznie proces dostosowywania temperatury.

Rozwiązanie to powstało głównie z myślą o wydłużeniu zasięgu samochodów. Założenie jest takie, by nie zużywać prądu zgromadzonego w akumulatorach na grzanie czy chłodzenie podczas jazdy, skoro można to zrobić, gdy auto się ładuje i pobiera energię z sieci. W takiej sytuacji do listy plusów można dopisać fakt, że wsiadamy nie tylko do odpowiednio nagrzanego czy schłodzonego samochodu, ale też naładowanego.

A za czym nie tęsknię?

Jedną z najczęściej wymienianych wad aut elektrycznych jest ich zasięg. Leaf realnie przejeżdża ponad 270 km w mieście, co w moim wypadku oznaczałoby konieczność ładowania raz w tygodniu. Auto jednak mogłem podłączać do gniazdka w pracy, więc tak naprawdę rozładowanie groziło mi wyłącznie podczas dalszych podróży. Na co dzień zawsze jeździłem naładowanym autem.

Zdaję sobie sprawę, że jest to miecz obosieczny. Gdybym nie miał swojej "ładowarki", zupełnie inaczej odebrałbym kwestię ograniczonego zasięgu. W sytuacji, gdy ktoś ma dostęp do najzwyklejszego gniazdka, ta często wymieniana wada elektryków przestaje jednak mieć znaczenie.

Przeczytaj inne materiały z testu długodystansowego Nissana Leafa:

Dzień dobry, Nissan Leaf! Sprawdzę, jak się żyje z elektrykiem "na dopłatę"

Czy elektryki łapiące się na rządowe dopłaty mogą się sprawdzić jako główne auto w garażu? Wielu mówi, że nie. Ja jednak wolę przekonać się o…

Test długodystansowy Nissana Leafa: 5 wskazówek, które ułatwią podróż elektrykiem

Nawet samochodem elektrycznym z małym zasięgiem można pojechać na wycieczkę, co sprawdziłem, gdy wybrałem się bazowym nissanem leafeam na południe…

Test: Volkswagen ID.3 1st vs Nissan Leaf — pierwsze takie starcie na szczycie

Jeden należy do grona najpopularniejszych elektryków w Europie. Drugi chce być jednym z najpopularniejszych elektryków w Europie. Oba są kompaktowymi…

Test długodystansowy Nissana Leafa: dwie kwiestie o elektromobilności, które wymagają wyjaśnienia

Dyskusje na temat samochodów elektrycznych zazwyczaj schodzą na dwie kwestie: zasięg i ładowanie. Często trafiam na głosy, że elektryki nie zajadą…

Test długodystansowy Nissana Leafa: sprawdziłem, jaki jest jego realny zasięg

Nissan twierdzi, że Leaf z mniejszym akumulatorem przejedzie 270 km. Postanowiłem powiedzieć "sprawdzam" i jeździłem samochodem tak długo, aż prądu…

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Skoda Karoq 1.0 TSI Ambition. Spokojnie do celu Porsche Taycan 4S - nie boi się nawet Hellcata! Ford Kuga czy Seat Ateca: którym z kompaktowych SUV-ów jeździ się przyjemniej? Honda Civic IX 1.8 i-VTEC & VW Golf VII 1.4 TSI & Renault Megane III 1.2 TCe - test, opinia, spalanie, cena Škoda Citigo 1,0 MPI Elegance - powrót do miasta [test autokult.pl] Nowe Renault Zoe to miejski elektryk, którym możesz wyjechać daleko za miasto Renault Clio 1,5 dCi Dynamique - z bagietką za kierownicą [test autokult.pl] Audi A5 Sportback 2.0 TFSI quattro: więcej niż coupé Mercedes-Benz CLA 220 Coupe: klasa średnia zamknięta w kompakcie Suzuki Vitara po liftingu: koniec z silnikami wolnossącymi Test: Mitsubishi ASX 2.0 MIVEC - lifting zmienił mu twarz i silnik, ale zostawił to, co najważniejsze Škoda Rapid 1,6 TDI Elegance - prosto w potrzeby [test autokult.pl]

Popularne w tym tygodniu:

Test: BMW M340i xDrive - dżentelmen, który wyznaje stare bawarskie zasady Pierwsza jazda: Toyota Yaris Cross Hybrid - ma ogromne szanse przedrzeć się na segmentowy szczyt Pierwsza jazda: DS 4 to samochód, który kupisz oczami. Albo wcale Test: Zważyłem Jaguara E-Pace. Nadal jest cięższy, niż się wydaje Test: Ford Focus Sedan – niechciane dziecko Forda? Test: Ford Puma ST na trasach Rajdu Polski. Chrzest bojowy przed startami w WRC Test: Volkswagen ID.4 zmieni twoje myślenie o elektrykach. Tak, Niemcom się udało Pierwsza jazda: Peugeot 308 - więcej, lepiej, drożej Test: Hyundai Bayon - i20 w nowych ciuszkach Test: Nissan Qashqai - z jednym dużym "ale" 40 lat Porsche 944. Zaczęło się od Le Mans, później było jeszcze lepiej Test: Renault Arkana E-Tech - z każdym kolejnym dniem lepsza