Ten samochód miał nie powstać. Jest, ale wielu się zawiedzie
Przed premierą Volkswagena ID. Buzza wiele osób czekało na Californię zbudowaną na tym elektrycznym busie w stylu retro. Stylistyczne nawiązanie do generacji T1 rozbudzało wyobraźnię. Plotki się pojawiały, ale stało się jasne, że elektryczny kampervan może powstać tylko na wersji przedłużonej. Jednak wraz z jej premierą dowiedzieliśmy się, że Cali na bazie Buzza nie będzie. I tyle. Wydawało się, że to koniec historii. W rzeczywistości logiczny, gdyż zasięg elektryka niezbyt odpowiada temu, czego oczekują użytkownicy kamperów, którzy nierzadko nocują z dala od cywilizacji (i ładowarek), a np. nocne ogrzewanie elektryczne mogłoby zaowocować tym, że nasz dom na kołach stałby się nieruchomością stojącą w jakimś lesie.
A tu nagle niespodzianka – na targach aut użytkowych w Hanowerze zadebiutował VW ID. California. Jednak niestety trzeba od razu nieco ostudzić nastroje. Dopisek Cruise w nazwie jest tu podpowiedzią. Jeszcze go nie widzieliśmy, gdyż nie widzieliśmy też takiej Californii. W przypadku elektrycznego modelu jest to prawdziwe minimum. ID. California ma po prostu w bagażniku łóżko, które rozkłada się na położoną tylną kanapę. Do tego są krzesełka i stolik do postawienia przy aucie, a także zasłony do szyb. I tyle. Jest to więc nawet mniej niż w Caddy Californii, gdzie jest jeszcze kuchenka i sakwy zaczepiane przy tylnych oknach. Zatem w przypadku ID. Californii można się wspomagać przenośnym kempingowym palnikiem lub pójść do pobliskiej restauracji. W czasie, gdy auto stoi na ładowarce.
Interesuje się wszystkim co jeździ, lata i pływa, a jest napędzane przez konie mechaniczne. Jeśli coś zapewnia zastrzyk adrenaliny, to musi tego spróbować. Lubi samochody starsze niż on sam, ale jest też fanem nowych technologii, które musi rozebrać na części pierwsze. W weekendy ogląda samochody jeżdżące w kółko, a po godzinach ma czas na filmy, muzykę lub książkę. Jedynie zimą potrafi zrezygnować z napędu mechanicznego i jeździ wtedy na snowboardzie.