Tesla Model Y Standard. Co straciła "budżetowa" wersja?
Tesla Y Standard to wersja zubożona o kilka dodatków, co pozwoliło zbić cenę do około 180 tys. zł. Najważniejsze jednak, że niezaprzeczalna zaleta samochodów Tesli pozostała na pokładzie.
Wersję Standard poznacie od razu – nie ma ona przedniej, środkowej listwy świetlnej, tylne lampy są prostsze (i mówiąc wprost – te dwie rzeczy bolały mnie najbardziej). Do tego mamy 18-calowe felgi z dyskusyjnymi stylistycznie kołpakami oraz trzy smutne kolory nadwozia. W środku zauważycie brak konsoli centralnej (czyli mamy miejsce np. na torbę), brak oświetlenia ambientowego, (tylko) 7 głośników, manualną regulację kierownicy czy chociażby materiałową tapicerkę.
No i najciekawsze: wersja Standard dalej ma szklany dach, ale jest on… zasłonięty podsufitką. To kwestia procesu produkcyjnego – taniej jest zainstalować materiałową zasłonę niż kombinować z instalacją metalowego dachu. Można było tego nie robić, ale zawsze można klientowi pokazać, że warto dopłacić do "zwykłej" Tesli.
Pierwszy kontakt z Audi Concept C. Kamil Łabanowicz pokazuje przyszłość marki
Dalej jednak, nawet wsiadając do standardowej wersji, można odnieść wrażenie obcowania z samochodem stworzonym według zupełnie innej filozofii. Wkładam telefon do ładowarki, przesuwam palcem po ekranie (tak "wbija się bieg") i ruszam w ciszy.
Wersja standardowa przyspiesza do setki w 7,2 s, co jest dla mnie miłą niespodzianką. Miłą, bo jestem zmęczony już elektrykami, które oferują sprint do setki w mniej niż cztery sekundy, co jest fajne przez pierwsze trzy starty spod świateł. Prowadzenie jest dokładnie takie, jakie oczekiwałem – cyfrowe, nieangażujące, poprawne.
Dalej z rezerwą podchodzę do ukrycia wszelkich opcji w gigantycznym ekranie, który wygląda jak wygląda. Ale znów muszę przyznać, że – i choć trudno w to uwierzyć – tu wszystko po prostu działa. Gdy w produktach Stellantisu trzeba myśleć o ergonomii jak znudzony francuski urzędnik, a systemy Volkswagena potrafią doprowadzić do szału (no dobrze, po pięćdziesiątej aktualizacji zaczęło to jakoś działać), Tesla jest przyjemną odmianą. Tak, opcji jest co nie miara, ale nie trzeba specjalnie się trudzić, by znaleźć poszukiwany suwak.
Nawet jeśli z pewną rezerwą podchodzę do samochodów spod znaku Tesli, muszę przyznać, że ich zarządzanie energią jest w światowej czołówce. Inni producenci mogą się tylko uczyć. Po całym dniu przebijaniu się przez miasto stołeczne, komputer pokładowy wskazuje na zużycie około 13-14 kWh na sto kilometrów. To niewiele więcej niż w przypadku małego, miejskiego Hyundaia Instera. W praktyce oznacza to nawet 400 km jazdy pomiędzy ładowaniami.
Tesla wycenia model Y Standard na 184 990 zł. Kolejny poziom wyposażenia to Premium Long Range z napędem na tylne koła. To już kwestia 219 990 zł. Najdroższa jest wersja Performance za którą trzeba zapłacić 269 990 zł.