"Ryzykujemy zniszczeniem legendy". Były szef Ferrari nie gryzł się w język

Luca Cordero di Montezemolo nie należy do wielbicieli Ferrari Luce. W zasadzie to zdanie tylko w pewnym stopniu odpowiada prawdzie, bo były szef legendarnej włoskiej marki po prostu starł Luce na proch.

Luca Cordero di MontezemoloLuca Cordero di Montezemolo
Źródło zdjęć: © Materiały prasowe
Tomasz Budzik

Premiera Ferrari Luce, pierwszego w dziejach marki samochodu o napędzie elektrycznym, nie podzieliła fanów motoryzacji. Ci niemal jednogłośnie podeszli do włoskiej nowości z niedowierzaniem, a następnie sporą dozą krytycyzmu. Cztery drzwi, pięć miejsc i długość na poziomie 5 m to parametry, jakie chyba nikomu nie kojarzą się z czarnym, brykającym koniem. Nie pomaga również prezencja samochodu, która bardziej pasowałaby do samochodu Tesli czy którejś z chińskich marek.

Jest jednak i druga strona. Z technicznego punktu widzenia Luce to niezwykła propozycja. Potężnemu akumulatorowi trakcyjnemu o pojemności 122 kWh towarzyszą równie imponujące parametry – 1050 KM mocy i 990 Nm maksymalnego momentu obrotowego. A to wszystko przy dość niskiej jak na elektryka masie wynoszącej 2260 kg. Efekt? Auto osiąga "setkę" w 2,5 s, a po upływie 6,8 s od startu pędzimy już z prędkością 200 km/h.

Myślę, że nie będzie przesadą, jeśli założę, że większość miłośników motoryzacji nie pozwoliła, by plusy Luce przysłoniły minusy tego projektu. Do takich osób zdecydowanie należy były szef Ferrari Luca Cordero di Montezemolo. Zapytany o nowe Ferrari Włoch nie gryzł się w język.

"Ryzykujemy zniszczeniem legendy. Myślę, że ten samochód robi krzywdę Ferrari. Mam nadzieję, że zdejmą logo z tego samochodu. Przynajmniej to samochód, którego nie będą chcieli skopiować od nas Chińczycy" – powiedział Luca Cordero di Montezemolo w krótkiej wypowiedzi, która pojawiła się w mediach społecznościowych. No cóż, trudno o bardziej dosadny komentarz.

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!