Premiera: Škoda Epiq – tak prezentuje się najmniejszy (i najtańszy) elektryk w rodzinie
Bankiet zatytułowany "przystępne auta elektryczne" trwa już w najlepsze, ale dopiero teraz Grupa VW rozkręca ofensywę. Jedną z pozycji do ataku jest długo zapowiadana Škoda Epiq, która teraz wreszcie ujrzała światło dzienne. Miałem już okazję zobaczyć samochód z bliska i pod wieloma względami robi świetne wrażenie.
Škoda w tym roku podwoi elektryczne portfolio. Ta zapowiedź brzmi dumnie, chociaż należy pamiętać, że do tej pory w ofercie czeskiej marki widniały dwa elektryki – Elroq i Enyaq. W tym roku dołącza do nich wielkościowo skrajne propozycje – 7-osobowy Peaq oraz miejski Epiq. Trochę dziwi brak konsekwencji w nazewnictwie modeli na prąd oraz skrajne podobieństwo ostatnich dwóch nazw, ale z drugiej strony nazwanie flagowego modelu "szczytem" ma sens.
Tym niemniej najpierw czas na Epiqa, czyli najmniejszą propozycję elektrycznej rodziny Skody. Czesi mieli już w swojej historii genialne miejskie auto na prąd – Citigo-e – które perfekcyjnie spełniało potrzeby raczkującej wówczas elektromobilności. Niestety marka zrezygnowała później z modelu i to bynajmniej nie ze względu na brak zainteresowania.
Epiq będzie więc pozycją startową elektrycznego portfolio i Škoda na razie nie planuje niczego "poniżej". Techniczny bliźniak Volkswagena ID.Crossa nie doczeka się więc raczej niepodniesionej alternatywy, którą ekipa z Wolfsburga przedstawiła niedawno jako ID.Polo. Cała rodzina (razem z Cuprą Raval) bazuje natomiast na tej samej, nowej płycie MEB+.
W efekcie Epiq jest pierwszym elektrykiem Škody z napędem na przednie koła. Mierzy 4171 mm wzdłuż, 1798 mm wszerz i 1581 mm wzwyż, co nadaje mu zgrabnych, dobrych do miasta rozmiarów, mimo że samochód został przygotowany także pod pozamiejskie wyzwania. Ale o tym za chwilę. Z zewnątrz mamy też do czynienia pierwszy raz wśród modeli Škody z pełnym wykorzystaniem nowego języka stylistycznego Modern Solid.
Jego zapowiedź stanowił koncept Vision 7S, którego z kolei można uznać za protoplastę Peaqa. Nadwozie obfituje w bardziej surowe formy i mocne akcenty, które ewidentnie mają nadać Epiqowi terenowej prezencji. Na masce nie spotkamy już charakterystycznej "kury" (która w rzeczywistości była indiańskim pióropuszem), z uwagi na zmianę strategii marki, która miała miejsce już dwa lata temu.
Charakterystycznym elementem są z kolei LED-owe reflektory i tylne światła z sygnaturą świetlną w kształcie litery "T". Opcjonalnie Škoda przygotowała także matrycowe światła z 12 segmentami świetlnymi do wycinania nadjeżdżających pojazdów. Masywności i dojrzałości stylistycznej dodają też niemałe felgi. Jeszcze niedawno trudno było sobie wyobrazić, żeby w crossoverze B, albo w ogóle aucie segmentu B, gościły nawet 20-calowe obręcze. Dziś staje się to powoli standardem. Najmniejsze koła, jakie można tu natomiast zamówić, mają 17 cali.
Obok samego wyglądu ogromną rolę odegrała także aerodynamika – w końcu mamy do czynienia z elektrykiem i każda, nawet drobna zmiana może zaowocować dodatkowymi kilometrami do zasięgu. Dzięki m.in. aktywnym klapom chłodzenia akumulatora kanałami powietrznymi w okolicy przedniego zderzaka i kół, osłonie zmniejszającej szczelinę między oponą i nadkolem, specjalnym osłonom na felgi, dyfuzorowi, aż wreszcie płetwom przy tylnych nadkolach i specjalnie ukształtowanym krawędziom tylnych świateł, stylistom udało się osiągnąć współczynnik oporu powietrza na poziomie 0,275.
Nie tylko do miasta
Dzięki temu Skodzie udało się wywalczyć niezły zasięg w Epiqu, który oferowany będzie w dwóch wariantach akumulatorowych. W podstawowym typowo miejskim wydaniu, zestaw baterii wykorzystujący chemię LFP ma 37,5 kWh netto, co ma przenieść się na możliwość pokonania ok. 315 km na jednym ładowaniu. W takiej wersji do wyboru będą jeszcze dwie wersje mocowe – 35 i 40 mające kolejno 116 i 135 KM i oferujący wspólnie 267 Nm maksymalnego momentu obrotowego.
Topowe wydanie akumulatorowe parowane jest od razu z najmocniejszym, aż 211-konnym silnikiem o momencie równym 290 Nm. W takim wypadku zestaw baterii wykorzystuje już chemię NMC (większa gęstość energii pozwala nie zwiększyć istotnie masy mimo większej pojemności) i ma pojemności 51,5 kWh netto. W tym wypadku zasięg wynosi już niezłe 440 km. Oczywiście nie będzie to dobry wybór dla przedstawiciela handlowego, który połowę życia spędzi w trasie, ale taka wartość pozwala już ruszyć się gdziekolwiek dalej.
Postój na ładowarce na uzupełnienie energii od 10 do 80 proc. ma bowiem trwać 24 min (przy mniejszej baterii 23 min), co też nie jest zaporową wartością. Škoda nie podzieliła się jeszcze oficjalnymi liczbami dotyczącymi mocy ładowania, ale jeśli będą takie same, jak w bliźniaczym ID.Crossie, przy mniejszej baterii będzie to 90 kW, a przy większej – 105 kW. Nie są to rekordowe wartości, ale w tym segmencie całkowicie akceptowalne. Škoda wyposażyła przy tym Epiqa w możliwość ładowania i zasilania urządzeń zewnętrznych (V2L, V2H, V2G).
Mały z zewnątrz, całkiem duży w środku
Mimo że Epiq gra w segmencie B, pod niektórymi względami bije na głowę większe kompakty. Szczególnie bagażnik jest wart zwrócenia uwagi, bo liczy aż 475 l pojemności. To segmentowy rekord. Do tego dochodzi sprytnie rozwiązana za pomocą akcesoriów Simply Clever kwestia chowania kabli (do montowanej do tylnego oparcia kanapy torby).
Słynną skrobaczkę dalej uświadczymy na pokładzie, ale tym razem schowano ją nie w klapie (ponieważ na ładowarce ktoś mógłby ją nam ukraść), a w wewnętrznej części klapy bagażnika. Parasolki w drzwiach także nie zabrakło. Jeśli jednak wspomniany kufer komuś nie wystarcza albo woli gdzie indziej wozić kable, można zdecydować się na opcjonalny, 25-litrowy frunk pod przednią maską.
Nieco gorzej najmniejsza elektryczna Škoda wypada w II rzędzie. Można tu poczuć, że mimo rozstawu osi na poziomie 2601 mm projektanci skupiali się na innych płaszczyznach. Miejsca dla dorosłych jest na styk i siadając sam za sobą, dotykałem już kolanami tylnej części oparcia. Plus należy się za dobrze wyprofilowaną kanapę w kontekście wyżej położonej podłogi, co w elektrykach nie zdarza się często. Szkoda jednak, że oprócz wyprowadzenia nawiewu dla pasażerów z tyłu nie przewidziano dla nich portów USB. Jedyne dwa USB-C znajdują się z przodu.
Na samo wyposażenie Skody Epiq nie można jednak narzekać. To już nie te czasy, gdy co lepsze elementy wyposażenia zarezerwowane były dla wyżej pozycjonowanych aut. W ten sposób na pokładzie można spotkać m.in. podgrzewane fotele i kierownicę, dwustrefową klimatyzację automatyczną, bezkluczykowy dostęp, czy indukcyjną ładowarkę. Oczywiście wszystko za dopłatą lub w wyższych wersjach, ale wybór jest.
Sama deska rozdzielcza robi dobre i solidne wrażenie – jak przystało już na tradycję czeskich kokpitów, główny punkt stanowi 13,1-calowy ekran multimediów, którego system oparto na Androidzie. Niestety tradycyjnie też sterowanie większością funkcji odbywa się właśnie z poziomu wyświetlacza, ale na szczęście pod ekranem przewidziano miejsce na rząd fizycznych przycisków, które przeniosą nas od razu do najważniejszych widoków.
Wnętrze obfituje w twardy, matowy (na szczęście) plastik, ale w wielu miejscach spotkamy też miękkie obicia. Škoda chwali się, że Epiq jest pierwszym modelem, w którym nie wykorzystano komponentów pochodzenia zwierzęcego. Zamiast skóry mamy więc eko-skórę, którą Czesi nazywają Techtona, a tekstylne poszycia foteli wykonano z poliestrowych włókien z recyklingu. Materiały są miłe w dotyku i skutecznie odsuwają myśl o budżetowości auta. W sumie spotkamy tutaj aż 34 kg materiałów z odzysku.
Mimo miejskiego stylu wygospodarowano sporo przestrzeni na schowki – Škoda twierdzi, że mowa o łącznej 28-litrowej przestrzeni. Poza podłokietnikiem szpargały możemy odłożyć do głównej kieszeni na tunelu centralnym, uchwytów na napoje, dodatkowej półki pod tunelem środkowym, a w kieszeni drzwi zmieści się duża butelka wody.
Škoda Epiq zapowiadana była jako ta "tania i przystępna cenowo". Szefostwo marki już wcześniej zapowiadało, że samochód ma kosztować ok. 25 tys. euro, czyli nieco ponad 100 tys. zł. Na razie oficjalna kwota nie została jeszcze ustalona, ale poznamy ją najprawdopodobniej w ciągu miesiąca. Pierwsze auta w salonach pojawią się na przełomie lata i jesieni. Biorąc pod uwagę, że większy Elroq kosztuje od 149 tys. zł, można spodziewać się kwoty ok. 110-120 tys. zł.
Obiektywnie nie jest to kwota pasująca do auta określanego mianem "taniego", tym bardziej że wielu producentów zdecydowało się na wypuszczenie faktycznie tanich elektryków, których cena oscyluje znacznie poniżej 100 tys. zł. Škoda będzie miała z rozsądną wyceną twardy orzech do zgryzienia. Przykładowo także grająca w segmencie crossoverów B Kia EV2 zaczyna się od niespełna 100 tys. zł. Škoda Epiq na pewno ma swoje atuty i dzięki dużemu wyborowi napędów może trafić w szerokie grono odbiorców.