Większy i szybszy
Zacznijmy od najważniejszego – długi ID. Buzz oferuje dodatkowe 250 mm między osiami i mierzy 4962 mm długości. Dzięki temu z tyłu znalazło się miejsce na dwa dodatkowe fotele, a tylne drzwi są zecydowanie większe. W modelu tym można wybrać jedną z trzech konfiguracji wnętrza – pięcioosobową, sześcioosobową (z dwoma niezależnymi fotelami w drugim rzędzie i możliwością zamontowania między nimi boksu ze schowkami) oraz siedmioosobową.
W 2024 r. ma też dołączyć opcja sześcioosobowa z fotelami drugiego rzędu zamontowanymi przeciwnie do kierunku jazdy. Dłuższy ID. Buzz oznacza też lepsze możliwości przewozowe. Maksymalnie przestrzeń bagażowa może liczyć 2469 l.
Co najważniejsze – dwa miejsca w trzecim rzędzie są w pełni użytkowe. Nie są to jedynie awaryjne opcje dla dzieci, jak w wielu SUV-ach. W ID. Buzzie zarówno drugi, jak i trzeci rząd są przesuwane (i to z podziałem na dwie części – prawą i lewą). Nawet jeśli ustawi się je najdalej do przodu, aby zmaksymalizować ilość miejsca w bagażniku (przy siedmiu miejscach ma on 306 l), również w trzecim rzędzie jest sporo przestrzeni i bez problemu mogą tam podróżować nawet wysocy dorośli.
Zmiany objęły też napęd i akumulator. Ten drugi jest nieco większy niż w standardowym modelu i oferuje 85 kW netto w porównaniu z 77 kW w krótszej odmianie. Mimo większej masy i mocy powinno się to przełożyć na minimalnie większy zasięg. Skoro już o mocy mowa, to długi ID. Buzz napędzany jest silnikiem o mocy 286 KM (210 kW) w porównaniu do 204 KM (150 kW) w odmianie podstawowej.
Ta różnica przekłada się na wzrost prędkości maksymalnej ze 145 km/h do 160 km/h. Jednak bardziej imponująca i znacząca jest poprawa przyspieszenia. Długi ID. Buzz dzięki mocniejszemu silnikowi rozpędza się do 100 km/h w 7,9 s (standardowy potrzebuje na to 10,2 s). Nie jest to jednak ostatnie słowo Volkswagena, gdyż czekamy jeszcze na odmianę GTX o mocy 339 KM, której sprint do setki zajmie 6,4 s.
Lepiej wyposażony
Volkswagen ID. Buzz w wersji długiej przynosi nam coś więcej – oczekiwane przeze mnie opcje wyposażenia. Podczas testu standardowej wersji brakowało mi kilku dodatków i właśnie te najważniejsze pojawią się w dłuższej odmianie. Tym najbardziej rzucającym się w oczy jest największy w historii Volkswagena szklany dach, który (jak w Porsche Taycanie) może być przyciemniamy elektronicznie.
Drugim elementem, którego zabrakło wcześniej, są otwierane (elektrycznie) okna w drugim rzędzie – coś niezbędnego, jeśli w przyszłości ma powstać kempingowa wersja California. Typowo dla busów są one odsuwane do tyłu. A skoro mowa o drugim rzędzie, to siedzenia tam mogą teraz dostać ogrzewanie, a nad jednymi i drugimi przesuwanymi drzwiami znalazły się panele do sterowania klimatyzacją.
Poprawki znalazły się też z przodu. Kierowcy docenią możliwość prezentowania informacji na szybie dzięki wyświetlaczowi HUD. Jednak jeszcze większe znaczenie ma zamontowanie nowego systemu multimedialnego, który działa znacznie lepiej niż do tej pory. Do tego w ofercie znalazły się system audio Harman Kardon. Wisienką na torcie jest to, że oprócz znanych lakierów i dwukolorowych wersji, odmiana LWB będzie dostępna w nowym malowaniu – białym na górze i srebrnym na dole.
To jeszcze nie koniec
Volkswagen już w momencie premiery krótkiego ID. Buzza przedstawił swoje plany co do tego modelu i zapowiedział jego kolejne wersje. Teraz zobaczyliśmy długą odmianę, która zacznie trafiać do klientów w 2024 r. Czekamy natomiast na najmocniejszą wersję GTX, biznesową z fotelami vis-a-vis i krótką sześcioosobową. Jednak bez wątpienia uczestnicy Volkswagen Bus Festival najbardziej chcieliby już zobaczyć elektryczną Californię.