Kable pod alarmem – kto by pomyślał? Ten typ przestępstw jest znacznie prostszy niż kradzież samochodu, która wymaga specjalistycznego i kosztownego sprzętu elektronicznego, jak np. metoda "na walizkę". Obecnie złodziejowi wystarczy odciąć kabel, co w skupie metali może przynieść mu nawet kilkaset złotych. Dla operatora ładowarki to jednak koszty idące w tysiące.
– Przyjechałem kiedyś na ładowarkę, na której uruchomiony był taki alarm – mówi kierowca BMW i5, pan Maciej. – Z głośników padał komunikat o nadjeżdżającej ochronie, ale kabli już nie było. Co ciekawe, można je znaleźć bez problemu na lokalnych stronach ogłoszeniowych. Złodzieje nawet się nie kryją.
Z doniesień RMF FM wynika, że w samym Wrocławiu aż 10 z 11 sprawdzonych ładowarek zostało zniszczonych. Według raportów kradzieże mają miejsce niemal w każdym województwie, a szczególnie dotknięte są stacje w pobliżu dużych sklepów na Śląsku. W Lubinie aresztowano mężczyznę za kilka takich przestępstw. Grozi mu do 7,5 roku więzienia.