Test: Volkswagen e-up! - elektryczny maluch pełen niespodzianek

Zapomnijcie o dieslach, zapomnijcie nawet o hybrydach na gaz. Nie ma na rynku auta, którym da się jeździć taniej niż volkswagenem e-up!'em. Dobrze, że elektryczny maluch jest tak wydajny, bo dzięki temu łatwiej przełknąć jego niestety wysoką cenę. A ona i tak nie jest największym problemem.

Volkswagen up! może być opcjonalnie wyposażony w złącze szybkiego ładowania CCS

Volkswagen up! może być opcjonalnie wyposażony w złącze szybkiego ładowania CCS (Fot. Michał Zieliński)

Volkswagen e-up! — test

O tym, jak dużo kosztuje Volkswagen e-up!, niech świadczy fakt, że testowany egzemplarz wyjechał z salonu z ponad 100 tys. zł na metce, a nie miał dobranych wszystkich opcji. Wiem, co teraz myślicie. Za tyle można kupić passata i przyznam, że zupełnie bym się nie zdziwił, gdybyście to zrobili.

Bo trzeba pamiętać, że elektryczny up!, pomimo liftingu w drugiej połowie 2019 roku, jest po prostu up!'em. Mierzy ok. 3,6 m długości, ma zachowawczy wygląd, a kokpit jest tak spartański, że zamiast systemu multimedialnego dostaje się uchwyt na smartfona. Pomysł jakże genialny w swojej prostocie, ale sprawdza się pod warunkiem, że macie telefon z Androidem. W iPhonie wiele aplikacji nie działa w poziomie, a próba odblokowania przymocowanego do deski rozdzielczej telefonu z Face ID kończy się dziwnymi wygibasami.

Volkswagen e-up! wygląda jak każdy inny up!, choć ma inne felgi i dodatkowy emblemat na drzwiach

Z drugiej strony – to up!, więc jego małe, 5-drzwiowe (elektryk nie ma innego wariantu) nadwozie zostało wykorzystane tak praktycznie, jak to tylko możliwie. Miejsca w środku jest wystarczająco dla czterech dorosłych osób. To zasługa m.in. rozrzuconych po narożnikach auta kół oraz odpowiednio wyprofilowanej deski rozdzielczej. Bagażnik ma 251 l pojemności, a do tego opcjonalnie może być wyposażony w podwójną podłogę, dzięki czemu można tam schować kable do ładowania. Nie raz się dziwiłem, jak dużo można zapakować do tego małego autka.

W drogę

Elektryki kojarzą nam się z futurystycznymi wizjami samochodów przyszłości. Mają mnóstwo ekranów, najnowsze rozwiązania z dziedziny autonomii i zazwyczaj same się otwierają. Na ich tle e-up! wygląda jak przybysz z innego wymiaru. Prędkość, zużycie energii i poziom naładowania akumulatora sprawdza się na analogowych wskaźnikach, auto włącza się kluczykiem, a jedyną autonomiczną ciekawostką jest tu asystent utrzymywania pasa ruchu. Działa zaledwie poprawnie, więc przy niewyraźnych znakach na jezdni często go wyłączałem.

Po pierwszych kilometrach okazało się, że praktyczne nadwozie to nie jest jedyna zaleta elektrycznego volkswagena. E-up! zwyczajnie daje mnóstwo frajdy z jazdy. Motor ma zaledwie 83 KM, ale już 210 Nm, więc ochoczo rozpędza ważącego nieco ponad 1,2 t malucha. Może sprint do setki nie powala (11,9 s), ale 50 km/h pojawia się na prędkościomierzu już po niecałych 4 s, a to wynik, o którym wielu spalinowych konkurentów może pomarzyć. W mieście e-up! ze świateł zawsze startuje jako pierwszy, a mocniejsze dociśnięcie pedału przyspieszenia kończy się buksowaniem kół.

Analogowe wskaźniki w Volkswagenie e-up!-ie oraz wynik zużycia energii, który jest standardem w tym aucie

Równie wiele frajdy sprawiało mi obserwowanie średniego zużycia energii. Moim rekordem było 6,8 kWh/100 km, ale normą jest, że e-up! pokazuje ok. 10 kWh/100 km i to niezależnie od warunków. Taki wynik uzyskałem podczas przejażdżki solo po mieście, ale też na trasie z kompletem pasażerów na pokładzie. Jechaliśmy wtedy drogą ekspresową, na której auto bez problemu rozpędziło się do 120 km/h. Warto tu jednak dodać, że prędkość maksymalna elektrycznego volkswagena to zaledwie 130 km/h. Z drugiej strony — e-up! jednak nie jest najwygodniejszą propozycją na autostradę.

Zobacz również: Volkswagen Polo GTI - test

Niespotykanie niskie zapotrzebowanie na prąd oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze, koszt przejechania 100 km wyniesie od 4 do 15 zł (testowany e-up! nie był wyposażony w szybkie ładowanie). Po drugie, realny zasięg będzie większy od tego, co deklaruje producent – dla przypomnienia jest to 260 km. Jestem gotów zaryzykować stwierdzenie, że okolice 300 km w mieście nie powinny być problemem dla tego brzdąca.

Naładowanie akumulatora o pojemności 32,3 kWh z publicznej stacji prądem przemiennym zajmuje blisko 10 godzin

Volkswagen przygotował kilka trybów jazdy. Po pierwsze, można włączyć Eco i Eco+. Ten drugi podchodzi do tematu oszczędzania prądu bardzo agresywnie: ogranicza prędkość maksymalną i wyłącza klimatyzację. Po drugie, można wybrać aż 4 poziomy rekuperacji. Robi się to przy użyciu wybieraka kierunku jazdy: w położeniu D należy przesuwać w lewo i prawo, by skakać pomiędzy ustawieniami, a to najwyższe włącza się po przestawieniu dźwigni na B. Sam najchętniej wybierałem ten ostatni, a po pedał hamulca sięgałem bardzo rzadko.

Tu przechodzimy jednak do małego problemu z jazdą tym autem. Masa własna e-up!-a to 1235 kg, czyli o ponad 200 kg więcej niż wersja spalinowa. To różnica, którą niestety czasem czuć. Objawia się nurkowaniem przy mocniejszym hamowaniu i wychylaniem nadwozia na zakrętach. Jednocześnie auto dobrze trzyma się drogi, więc wyższa masa głównie wpływa raczej na komfort jazdy w tych kilku sytuacjach. Nie jest to coś, co bardzo przeszkadza, ale jest warte odnotowania.

Przekonani? Nie tak szybko — jest jedna sprawa

Może kokpit e-up!'a jest spartański, ale wszystko jest pod ręką, a obsługa jest bardzo ergonomiczna

Przyznam, że e-up! mnie oczarował. Może nie jest tak futurystyczny jak ID.3, nie ma tak wielkiego zasięgu jak Hyundai Kona, ani nawet nie wygląda tak świetnie jak Peugeot e-208, ale jest uczciwy. Nie udaje niczego i od początku pokazuje, że stawia na oszczędność. Potwierdzają to wyniki zużycia energii i w pewnym sensie potwierdza to cena.

Tak, e-up! nie jest tanim samochodem, ale na tle swoich rywali wypada naprawdę atrakcyjnie. Cennik otwiera 97 990 zł, a to kwota, z którą po nowego elektryka można iść jedynie do salonu Smarta. Tam jednak dostaniemy auto z deklarowanym zasięgiem wynoszącym do 153 km i bez możliwości ładowania na szybkiej stacji. Można śmiało powiedzieć, że e-up! to elektryczna okazja.

Sęk w tym, że tak samo pomyślało mnóstwo innych osób, co sprawia, że kupienie dzisiaj małego elektryka od Volkswagena graniczy z cudem. U dealerów zostały ostatnie egzemplarze, a z polskiej strony producenta zniknął już konfigurator. Niewykluczone jednak, że e-up! wróci do regularnej sprzedaży, bo – jak przyznaje sam importer – sytuacja jest dynamiczna. Na ten moment pozostaje trzymać kciuki lub brać to, co stoi na placach.

Michał Zieliński

Moja opinia:
Volkswagen e-up! jest dokładnie takim autem elektrycznym, jakiego potrzebujemy – praktycznym, prostym i oszczędnym. Wersja po liftingu ma do tego na tyle duży zasięg, że można się o niego nie martwić na co dzień. Cena, choć wysoka, jest do przełknięcia, szczególnie jeśli rozłożyć ją na miesięczne raty i wziąć pod uwagę śmiesznie niskie koszty eksploatacji. Liczę, że ten model wróci do oferty, bo choć twarzą elektromobilności są drogie, futurystyczne wozy, to tacy mali żołnierze mają realne szanse, by spopularyzować zielone tablice na naszych drogach.

Ogólna ocena9z 10

Plusy:

  • niespotykanie oszczędny układ napędowy
  • zaskakująco przestronne nadwozie
  • zwrotność i wymiary
  • niska — jak na samochód elektryczny — cena

Minusy:

  • ograniczona dostępność
  • smartfon zamiast systemu multimedialnego wymaga kompromisów
Volkswagen e-up! (2020)
Rodzaj napędu: Elektryczny  
Pojemność akumulatora: 32,3 kWh  
Moc maksymalna: 83 KM  
Moment maksymalny: 210 Nm  
Pojemność bagażnika: 251 l  
Osiągi:
  Katalogowo: Pomiar własny:
Przyspieszenie 0–100 km/h: 11,9 s  
Prędkość maksymalna: 130 km/h  
Zużycie energii (mieszane): 14,4 kWh/100 km 9,7 kWh/100 km
Zasięg: 258 km  
Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł ma 1 komentarz

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Testy samochodów:

Renault Mégane RS Sport2 (2012) - kanarkowy narkotyk [test autokult.pl] Test: Kia Sorento Hybrid - premium bez ceny premium Lexus RC 300h po faceliftingu: tylko koni żal… Test Opla Zafiry Life: rodzinny van na nowo Test: Rolls-Royce Ghost EWB to 3 mln zł luksusu na kołach. Ale innego, niż sobie wyobrażasz Seat León 1,4 TSI 140 KM Style – test Toyota GT86: witaj stary przyjacielu Mercedes-Benz Vito Furgon 116 CDI 4x4 AT - test Volvo V40 Cross Country T5 AWD Summum - nadal atrakcyjne Pierwsza jazda najnowszym Hyundaiem i30 N. Byliśmy w Korei i testowaliśmy przedprodukcyjny model Polestar 2 vs Tesla Model 3, czyli "przepraszam, ale którędy nad morze"? Test: Mercedes-Benz 240 GD "Wolf" – z duńskiej armii w ręce świeżo upieczonego kierowcy

Popularne w tym tygodniu:

Test: BMW Z4 M40i - sportowe składniki, leniwy charakter Pierwsza jazda: Toyota Yaris Cross Hybrid - ma ogromne szanse przedrzeć się na segmentowy szczyt Test: Nowa Dacia Jogger - 7 miejsc... LPG... brzmi nieźle? Test: Ford Focus Sedan – niechciane dziecko Forda? 40 lat Porsche 944. Zaczęło się od Le Mans, później było jeszcze lepiej Pierwsza jazda: Peugeot 308 - więcej, lepiej, drożej Pierwsza jazda: Audi Q4 Sportback e-tron - modniejszy, a wcale nie mniej funkcjonalny Test: Renault Arkana E-Tech - z każdym kolejnym dniem lepsza Pierwsza jazda Porsche 911 Carrera GTS: najmniej znane, a najlepsze 911 Test: Volkswagen Tiguan – hybrydowy koń pociągowy Test: BMW 840d – i po co ci to M8? Test: Porsche Panamera 4S E-Hybrid – tak zielone, że aż boli