Około 3,5 tys. zł za miejski rower wspomagany elektrycznie. Mniej więcej 7 tys. zł za trekkingowy jednoślad tego typu i 10 tys. zł za dobrej klasy rower górski, który wspomoże użytkownika na ostrych podjazdach. Tak wyglądałyby koszty nabycia elektrycznych rowerów, gdyby rząd zdecydował się wesprzeć ich zakup na zasadach analogicznych do tych obowiązujących w programie "Mój elektryk", oferującym pomoc w nabyciu elektrycznego auta czy motocykla.
Z taką propozycją w lipcu 2021 r. wyszedł poseł KO Franciszek Sterczewski. Jak argumentował parlamentarzysta, przy okazji skorzystałyby polskie firmy, bo nasz kraj jest czwartym w Unii Europejskiej producentem rowerów. Jeśli zdążyliście się już zainteresować ofertą elektrycznych jednośladów, to mamy złe wieści. Rząd nie zamierza zaoferować pomocy finansowej w takim zakupie. Przedstawia trzy powody.
Jak w odpowiedzi na interpelację wyjaśnia Ireneusz Zyska, sekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska, po pierwsze nie ma podstaw prawnych, by do programu "Mój elektryk" włączyć rowery. To oczywiście przeszkoda do pokonania, bo Prawo ochrony środowiska w każdej chwili można zmienić. Rzecz jednak w tym, że ministerstwo nie zamierza tego robić ze względu na "wątpliwy efekt ekologiczny".
Jak wskazuje Ireneusz Zyska, nie da się oszacować, ile osób przesiadłoby się na elektrycznie wspomagany rower z samochodu, a ile zastąpiłoby nim tradycyjny jednoślad. W pierwszym przypadku z pewnością wystąpiłby zysk ekologiczny. W drugim przypadku byłaby to jednak strata. Zamiast w pełni ekologicznego napędu, wykorzystującego jedynie siłę mięśni, mielibyśmy napęd wspomagany elektrycznie dzięki energii pochodzącej z ładowania akumulatora, a jak wiadomo, większość energii w Polsce wytwarza się ze spalania węgla. Często oznaczałoby to więc emisję CO2 zamiast podróży bezemisyjnej.
Jest jeszcze trzeci argument. Rowery nie są rejestrowane, a to – zdaniem Ireneusza Zyski – oznacza, że niemożliwe byłoby sprawdzenie, czy elektryk kupiony dzięki rządowemu wsparciu, będzie w posiadaniu nabywcy tak długo, jak wymagają tego warunki dopłat. W przypadku samochodów jest to okres dwóch lat. Fakt sprzedaży takiego auta znalazłby swoje odbicie w Centralnej Ewidencji Pojazdów i możliwe jest szybkie wykrycie złamania warunków uzyskania dopłaty. W przypadku roweru kontrola musiałaby polegać na wizycie urzędnika w domu korzystającego z dopłat. W skali całego kraju nadzór byłby więc niewykonalny.
Najtańszym sposobem na skorzystanie z dopłat w ramach programu "Mój elektryk" pozostanie więc zdecydowanie się na elektryczny motorower lub motocykl. Takie dopłaty dopiero mają ruszyć. W przypadku tych na samochody – jak informuje Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych – do 13 sierpnia złożono 419 wniosków. W 2020 r. w pilotażowej edycji programu dopłat wnioski złożyło zaledwie 261 osób.