Straszą pożarem elektrycznego auta. Niepotrzebnie. "Procedury mamy od 2020 r."

Płonący samochód elektryczny
Płonący samochód elektryczny
Źródło zdjęć: © Materiały prasowe | OSP Chwaszczyno
Tomasz Budzik

28.03.2023 13:32

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Pożar elektrycznego mercedesa w okolicy Jeziora Tuchomskiego wzbudził skrajne emocje. Akcja strażaków trwała aż 21 godzin. Wbrew opinii niektórych nie oznacza to jednak, że auta elektryczne są bardziej niebezpieczne niż tradycyjne, a strażacy nie potrafią ich ugasić. Liczby pokazują coś innego.

Wątpliwy rekord

W niedzielę około godz. 21 strażacy Kartuz otrzymali zgłoszenie w związku z pożarem samochodu o napędzie elektrycznym. Gdy przyjechali na miejsce, był on już całkowicie objęty płomieniami. Strażacy ugasili pożar, ale potem musieli ściągnąć specjalistyczny pojazd z pojemnikiem w którym umieszczono auto, a następnie zalano wodą. Po około 15 godzinach pojazd wyciągnięto, a woda ze zbiornika została wypompowana. Cała akcja trwała ponad 20 godzin. W internecie szybko pojawiły się głosy osób zaniepokojonych takim obrotem spraw. Ci sugerują, że elektryczne auta są niebezpieczne, a strażacy sobie z nimi nie radzą. Ile w tym prawdy?

- To wynika ze specyfiki tych pojazdów. Nie chodzi o to, że my nie potrafimy ich ugasić. Ogniwa w bateriach trakcyjnych cały czas mogą się nagrzewać, nawet przez 24 godziny. Trzeba więc schłodzić baterię i wanna jest jedną z metod zapewnienia tego chłodzenia. Taką, która oszczędza wodę – powiedział Autokult.pl bryg. mgr inż. Karol Kierzkowski, rzecznik prasowy komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

- Samochody elektryczne nie zapalają się częściej niż inne. Mieliśmy 15 przypadków tego typu pożarów w ciągu ostatnich dwóch lat. Tymczasem dziennie notujemy 20-30 pożarów zwykłych aut. Auta elektryczne to konstrukcje bezpieczne. Mamy procedury postępowania z nimi od 2020 r., współpracujemy z organizacjami pozarządowymi i producentami samochodów. Dzięki temu organizowane są szkolenia dla strażaków z konstrukcji aut, podczas których zwraca się uwagę na sposoby ich gaszenia. Każda jednostka straży pożarnej ma odpowiednią wiedzę i umiejętności – dodaje bryg. Karol Kierzkowski.

Hasło "rekordowo długa akcja gaszenia samochodu elektrycznego" brzmi więc może chwytliwie i budzi negatywne emocje, ale nastawienie, które ma wytworzyć, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Potwierdzają to liczby.

Zagrożenie nie jest większe

W 2022 r. w Polsce zarejestrowanych było 29 780 pojazdów elektrycznych. W tym samym czasie strażacy interweniowali w przypadku dziesięciu pożarów aut na prąd. Z około 20 mln aut spalinowych spaliło się zaś 8333. Oznacza to, że pożar przydarzył się 0,03 proc. aut elektrycznych oraz 0,04 proc. pojazdów spalinowych. W praktyce więc auta elektryczne ulegają pożarom rzadziej niż tradycyjne, a wsiadając codziennie do swojego samochodu nie zastanawiamy się z obawą nad tym, czy aby się on nie zapali.

Mobilna "wanna" do schładzania baterii trakcyjnych
Mobilna "wanna" do schładzania baterii trakcyjnych© Materiały prasowe | OPS Chwaszczyno

Producenci elektrycznych samochodów też nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Inżynierowie pracują nad zmniejszeniem uciążliwości prowadzenia akcji gaśniczych tak, by nim takie pojazdy staną się powszechne, maksymalnie ułatwić strażakom zadanie. Na warsztat wzięli więc baterie. To właśnie wykorzystywany w nich lit, a ściślej jego lotna postać, ulega zapłonowi. Baterie zwykle są zupełnie szczelne, więc można je jedynie schładzać. I to właśnie robiono nad Jeziorem Tuchomskim. Przyszłość może jednak przynieść ułatwienia.

Renault już stosuje w swoich autach tzw. Fireman Access. To specjalne okienko w obudowie baterii, którego osłona topi się pod wpływem wysokiej temperatury charakterystycznej dla pożaru. Dzięki temu odsłania się wnętrze akumulatora i strażacy mogą łatwo opanować sytuację. Według producenta zgaszenie baterii jest możliwe nawet w 5 minut. To czas, po upływie którego wciąż może palić się tradycyjny, spalinowy samochód.

Zmiany mogą nastąpić również w technice gaszenia aut elektrycznych. W Centrum Naukowo-Badawczym Ochrony Przeciwpożarowej w Józefowie testowane są specjalne płachty gaśnicze. Wiadomo już, że jeśli testy zakończą się pozytywnie i rozwiązanie otrzyma stosowny atest, płachty szybko trafią do wszystkich jednostek straży pożarnej. Przy cenie nieco ponad 10 tysięcy złotych za sztukę nie będzie to wydatek, który miałby rzucić na kolana budżet państwa.

Wszyscy obawiamy się tego, czego nie znamy, a skrajne emocje potrafią zaburzyć proporcje postrzegania niektórych zjawisk. Próba robienia z samochodów elektrycznych bomb na kołach jest jednak chybiona i szkodliwa. Według raportu Europejskiej Agencji Środowiska w 2020 r. z powodu nadmiernej zawartości cząstek stałych w powietrzu na Starym Kontynencie przedwcześnie zmarło 238 tys. osób, a dalsze 49 tys. ze względu na przekroczenia zawartości dwutlenku azotu. Za część tego efektu odpowiadają, niestety, samochody spalinowe. Trudno będzie to przebić kilkoma pożarami elektryków.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (214)