Allan McNish i Lucas di Grassi (fot. Audi Sport)

"Formuła E dała motoryzacji potrzebny impuls do rozwoju". Allan McNish i Lucas di Grassi opowiadają mi, czemu wierzą w elektryczne wyścigi

Mateusz Żuchowski
26 listopada 2020

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Dla wielu fanów napęd elektryczny jest zaprzeczeniem tego, o co chodzi w "prawdziwej motoryzacji", a więc i w wyścigach. Tymczasem szef zespołu Audi Sport w Formule E oraz czołowy zawodnik tego zespołu podają mi argumenty za tym, dlaczego silniki na prąd pozwalają powrócić motorsportowi do korzeni i tym samym mogą go uratować.

Allan McNish i Lucas di Grassi nie są nowicjuszami ani w Audi, ani w motorsporcie. Pierwszy z nich, rocznik 1969, jest 3-krotnym zwycięzcą 24h Le Mans. Również 3-krotnie wygrywał w American Le Mans Series, raz w Mistrzostwach Świata Wyścigów Długodystansowych. Wszystkich tych osiągnięć dokonał za sterami audi.

Lucas di Grassi (rocznik 1984) też jest człowiekiem Audi. Po kilkuletnim pobycie w Formule 1 - głównie jako kierowca testowy - związał się z niemieckim zespołem w roku 2012. Najpierw reprezentował go w wyścigach długodystansowych, ale największe sukcesy miały przyjść kilka lat później, w nowej serii znanej pod nazwą Formuła E. Wygrał historyczny, pierwszy wyścig tej serii w roku 2014, a 3 lata później został mistrzem Formuły E. Dziś pozostaje jednym z najbardziej uznanych zawodników w stawce.

Lucas di Grassi (fot. Audi Sport)
Lucas di Grassi (fot. Audi Sport)

Ten przydługi wstęp pokazuje, że nie są to przypadkowe osoby, a eksperci, którzy żyją wyścigami całe swoje życie. Warto o tym pamiętać, bo w naszej rozmowie, poprzedzającej nowy sezon Formuły E, dochodzą do wniosków, które wielu fanów motorsportu może uznać za kontrowersyjne. Ale jednak mają po swojej stronie racjonalne i ciekawe argumenty. Zobaczcie sami.

Mateusz Żuchowski, Autokult: Formuła E wchodzi już w 7. sezon swojego istnienia. Jesteście w tej serii od jej początku. Jak zmieniła się ona na przestrzeni tych lat?

Lucas di Grassi: Formuła E zanotowała imponujący postęp. Z perspektywy kierowcy nie do poznania zmienił się nawet sam sposób, w jaki operuje się samochodem. Na początku wiele elementów było dość prymitywnych. W pierwszych 2 sezonach musieliśmy ręcznie ustawiać stopień odzyskiwania energii w czasie wyścigu - tak, by dostosować go do spadającego stopnia naładowania akumulatora. Teraz robi to już automatycznie elektryczne sterowanie układu hamulcowego (brake-by-wire).

Początkowo bolidy wyposażone były w ciężkie akumulatory, które wymieniało się w połowie wyścigu. Od 2018 roku akumulatory są już dużo lżejsze, a przy tym o tyle pojemniejsze, że wystarczą na cały dystans wyścigu. W 2022 roku zobaczymy kolejny znaczący postęp na tym polu. Zostanie wprowadzone szybkie ładowanie, co otworzy nam drogę do prawdziwych pit-stopów i związanych z tym strategii wyścigowych. Systematycznie rośnie też moc silników. Zdecydowanie Formuła E jest więc bardzo perspektywiczną serią.

Lucas, ścigałeś się zarówno w Formule 1, jak i Formule E. Czy ta druga ma szansę zastąpić tę pierwszą?

Lucas di Grassi: Z mojej perspektywy to dwie zupełnie różne serie. Od zawodników wymagają innej techniki jazdy. Tutaj kluczowe jest hamowanie i odzyskiwanie energii ze spowalniania. Na niektórych torach z hamulców tak naprawdę korzysta się 3 razy w czasie okrążenia. Za to sporą część prostych przejeżdża się już bez gazu - tak, by system rekuperacji mógł odzyskać energię z rozpędzonego bolidu.

Przez cały czas - zarówno zawodnicy, jak i inżynierowie wyścigu - muszą pamiętać o stanie naładowania akumulatorów, bo może się zdarzyć, że energii zabraknie na ostatnich metrach. Tak się stało w zeszłym sezonie na ePrix Meksyku, gdy wykorzystałem błąd rywala i wyprzedziłem go dosłownie tuż przed flagą z szachownicą. Tak się tworzy wielkie chwile tego sportu!

W Formule 1 zawodnikom towarzyszą większe prędkości i przeciążenia na zakrętach. Tutaj z kolei czekają inne wyzwania. Cała runda jest rozgrywana w trakcie jednego dnia, więc nie ma czasu na adaptację i poprawki. Formuła E pojawia się wyłącznie na torach ulicznych, które charakterystyką przypominają GP Monako Formuły 1, więc jest mało miejsca na błędy i nikt nie daje drugiej szansy.

Ostatecznie jednak w każdej serii wyścigowej u zawodnika liczą się 3 parametry: przyspieszanie, hamowanie i kierowanie. Jeśli umie się je opanować w jednej dyscyplinie motorsporu, uda się je opanować i w drugiej.

A jak ta różnica wygląda z perspektywy zespołów? Obecnie nawet najwięksi producenci przechodzą z innych, uznanych serii wyścigowych do Formuły E. W nadchodzącym sezonie Audi będzie rywalizowało między innymi z Mercedesem, Porsche, DS-em czy Jaguarem. Z czego to wynika?

Lucas di Grassi: W Formule E jest teraz wiele do osiągnięcia, jest duże pole do rozwoju. W pierwszym sezonie wszystkie bolidy były jednakowe. Teraz regulamin jest stopniowo uwalniany. W naszym nowym bolidzie Audi e-tron FE07 mamy już samodzielnie opracowany przez nasz zespół kompletny układ napędowy.

Lucas di Grassi (fot. Audi Sport)
Lucas di Grassi (fot. Audi Sport)

Na ile ważny jest w tym wszystkim czynnik wizerunkowy?

Lucas di Grassi: Na pewno ważny. Formuła E to pierwsza seria wyścigowa neutralna dla środowiska. Oznacza to, że nie tylko nasze bolidy nie emitują CO2, ale i wszystkie przedsięwzięcia związane z logistyką czy organizacją wyścigów są bilansowane przez działania organizatorów na rzecz środowiska. To założenie, które odegrało kluczową rolę w sukcesie Formuły E. To była pierwsza seria, której udało się osiągnąć taki status i wyznaczyła wzór do naśladowania innym.

Czyli to jest tajemnica sukcesu Formuły E? Możliwość wykreowania odpowiedniego wizerunku przez zaangażowanych w nią producentów aut?

Allan McNish: Zdecydowanie nie jest to jedyny motywator dla uczestników. W Formule E rozwijamy auta elektryczne następnego poziomu. Nasza praca przekłada się na gwałtowny postęp nie tylko na polu silników elektrycznych czy akumulatorów, ale również choćby w zakresie bezpieczeństwa. Formuła E daje producentom samochodów impuls do rozwoju elektromobilności, którego potrzebowali. Klientom z kolei daje się żywy dowód na to, że te nowe osiągnięcia są dobre i działają.

Można powiedzieć, że pod tym względem Formuła E powraca do korzeni motorsportu, bo znów stanowi pole doświadczalne do rozwoju nowych technologii i skuteczny sposób na budowanie swojej przewagi nad konkurencją również w tych samochodach, które kupują już klienci i jeżdżą nimi po zwykłych drogach.

Lucas di Grassi (fot. Audi Sport)
Lucas di Grassi (fot. Audi Sport)

Możecie dać przykłady? Jakie konkretnie zdobycze techniki z Formuły E zostały przeniesione do aut drogowych?

Allan McNish: Audi ma długie tradycje w wykorzystywaniu zdobyczy techniki opracowanych na potrzeby motorsportu w swoich autach drogowych. W przeszłości tak było z napędem quattro, który miał swój początek w Rajdowych Mistrzostwach Świata, albo ze światłami laserowymi, które Audi jako pierwsze wykorzystało nie tylko na drogach, ale najpierw na torach, w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. Transfer technologii z Formułą E jest więc dla nas naturalną kontynuacją tych działań.

W Formule E już teraz dzieje się wiele przełomowych rzeczy, które po latach będziemy porównywać do wynalezienia turbo czy napędu na 4 koła. Moim ulubionym przykładem takiej wymiernej korzyści dla aut drogowych jest system brake-by-wire (po polsku: elektrycznie sterowany układ hamulcowy). Drogowe Audi e-tron jest pierwszym samochodem elektrycznym wyposażonym w taki system. Daje on przewagę wydajniejszej rekuperacji energii z hamowania i precyzyjniejszego rozdziału hamowania pomiędzy poszczególne koła, co przekłada się również na polepszenie dynamiki prowadzenia. Audi za punkt wyjścia przy opracowaniu tego systemu wzięło sobie nasz projekt z Formuły E.

Lucas di Grassi (fot. Audi Sport)
Lucas di Grassi (fot. Audi Sport)

Lucas di Grassi: Nie chodzi jednak tylko o konkretne wynalazki. Udział w Formule E pozwala producentom aut znajdować sposoby na redukcję wagi akumulatorów i wydłużanie ich żywotności, poprawiać wydajność systemów rekuperacji energii z hamowania i chłodzenia akumulatorów, czy też zwiększać sprawność silników. Taki postęp i to w takim tempie można uzyskiwać tylko dzięki eksperymentalnym i trochę szalonym metodom, które stosuje się w realiach motorsportu. Drogowe Audi z linii e-tron wykorzystują i będą wykorzystywać coraz więcej, zarówno z hardware'u, jak i software'u rozwijanego w Formule E. Będzie można w nich znaleźć to wyścigowe DNA w nowej formie.

Allan McNish: O tak, ja to DNA już czuję. Gdy jeżdżę swoim Audi e-tronem, prowadzę je na podobnej zasadzie co Luca swój bolid: odpuszczam pedał gazu wcześniej przed zakrętem, by odzyskać energię i pomiędzy zakrętami korzystam z łopatek za kierownicą, którymi reguluje się stopień odzyskiwania energii. To bardzo wciągający, a przy tym rewolucyjnie wydajny sposób jazdy.

Allan McNish i Audi e-tron (fot. Audi Sport)
Allan McNish i Audi e-tron (fot. Audi Sport)

Czyli nie ma innego wyjścia i musimy zaakceptować Formułę E jako przyszłość motorsportu?

Allan McNish: Nie mam co do tego wątpliwości. Formuła E wyznacza kierunek rozwoju całemu sportowi motorowemu. To, że jest elektryczna, przynosi jej szereg korzyści. Również możliwość ścigania się w centrach największych światowych metropolii. Formuła E może zagościć tam, gdzie nie może F1, bo z naszymi wyścigami nie wiąże się zanieczyszczenie powietrza i hałas. Auta elektryczne pasują do tłocznych centrów miast również w tym wymiarze.

Allan McNish (fot. Audi Sport)
Allan McNish (fot. Audi Sport)

Jak w takim razie będzie wyglądała najbliższa przyszłość Formuły E? Pierwsze testy już lada moment, sezon startuje od stycznia. Audi jest w wyjątkowej pozycji, bo będzie rywalizować również z Porsche, z którym wspólnie rozwija drogowe modele elektryczne. Czy możemy spodziewać się połączenia sił również na torach?

Allan McNish: Zdecydowanie nie. Na torach Porsche traktujemy jako rywala, tak jak każdy inny zespół, korzystamy z 2 różnych bolidów. Rywalizacja w całej stawce stoi na wysokim poziomie i teraz będzie jeszcze bardziej zacięta, bo po raz pierwszy w Formule E zostanie przyznany tytuł Mistrza Świata FIA, który każdy chce zdobyć. Będzie więc dużo walki koło w koło na torach i walka zbrojeń poza nimi.

Źródło artykułu:WP Autokult
Komentarze (0)