Niemcy mogą przegrać na nowym programie. Ucieszą się Chińczycy
Niemiecki rząd zapowiedział powrót do programu dofinansowań na zakup niskoemisyjnych i elektrycznych samochodów. Problem w tym, że zdaniem ekspertów może on przynieść niemieckiemu przemysłowi samochodowemu więcej szkód niż pożytku. Ucieszą się natomiast rywale z Chin.
3 mld euro – taką kwotę na nowy program wsparcia zakupu przeznaczyć ma rząd w Berlinie. Na pierwszy rzut oka taki program to mocne wsparcie przemysłu samochodowego, a ten jest w Niemczech niezwykle istotną gałęzią gospodarki. Dość przypomnieć, że kiedy w 2023 r. niemiecki rząd dość niespodziewanie zakończył poprzedni program dopłat, w 2024 r. liczba zarejestrowanych w Niemczech samochodów elektrycznych spadła o 24 proc.
Beneficjentami nowego programu mają być osoby o niskim lub przeciętnym dochodzie. Na zakup samochodu elektrycznego będzie można dostać do 6 tys. euro, a w przypadku hybrydy plug-in do 4,5 tys. euro. Tak duże dopłaty na pewno skuszą rzeszę niemieckich nabywców. Ale czy to przełoży się na zysk dla niemieckiej gospodarki? Zdaniem ekspertów – niekoniecznie.
Exlantix ES z bliska. Chińska limuzyna za ponad 300 tys. zł!
Według cytowanego przez "Automotive News Europe" Benjamina Kibiesa z firmy analitycznej Dataforce w 2026 r. liczba nowo zarejestrowanych aut elektrycznych wzrośnie o ok. 60 tys. Pozwoli to niektórym producentom uniknąć kar za emisję CO2 lub zmniejszyć ich wysokość. Ucierpi jednak płynność sprzedaży. Część klientów będzie czekać na możliwość skorzystania z programu, a potem duża liczba osób uda się do salonów. Takie wahania nie służą dilerom, ale mogą oznaczać kłopoty i dla producentów.
Zdaniem ekspertów ANE zwiększone zapotrzebowanie na samochody elektryczne może oznaczać, że więcej niemieckich nabywców uda się do salonów marek chińskich czy choćby z innych europejskich państw. Z drugiej strony uruchomienie programu dopłat do zakupu nowych samochodów elektrycznych spowoduje spadek cen elektrycznych aut używanych.
Eksperci wskazują, że być może lepszym pomysłem niż dopłacanie do zakupu samochodów elektrycznych byłoby obniżenie cen ładowania. Jeśli uzupełnianie energii na publicznej ładowarce byłoby wyraźnie tańsze od tankowania, klienci sami znaleźliby drogę do salonów.