Volkswagen ID.Polo debiutuje w Polsce. Kusi ceną, ale tylko w podstawie
Po latach zapowiedzi Volkswagen wreszcie pokazał najtańszego elektryka. Najmniejszy członek rodziny ID dostał znaną i lubianą nazwę Polo i jak na swoją pozycję oferuje naprawdę wiele. Miałem okazję przekonać się o tym osobiście podczas polskiej premiery modelu.
Volkswagen ID.Polo ma być receptą dla spragnionych tanich, miejskich elektryków do miasta. Problem? W międzyczasie podobne recepty zdążyli wystawić już inni producenci, więc najmniejszy elektryk z Wolfsburga od początku musi walczyć o swoje. Niemcy jednak dobrze przemyśleli swoją strategię.
Niedawna zmiana kursu niemieckiego producenta okazała się nieco chybiona. Kulejąca ergonomia i dotykowe przyciski nie były tym, za co klienci marki ją cenili. Inżynierowie wysłuchali zarzutów i teraz powoli widzimy efekty zmian, a najlepszym tego przykładem może być właśnie ID.Polo. Już po krótkim kontakcie z autem czujesz, że to Volkswagen zaprojektowany "jak dawniej".
Na swoje miejsce wróciły fizyczne przyciski i przełączniki, a wygodna i ergonomia wygrywają z trendami. Projektanci naprawdę wzięli sobie do serca niechęć do dotykowych powierzchni, bowiem tylko na kierownicy umieszczono łącznie aż… 19 przycisków. Do tego dochodzą pojemne i dobrze rozplanowane półki na szpargały czy napoje i zaskakująco obfite wykorzystanie miękkich i miłych w dotyku materiałów.
Od projektu "jak dawniej" jest co prawda pewien wyjątek, ale i tu czeka na nas miły akcent. Chodzi oczywiście o ekrany, ale trudno sobie wyobrazić nowy samochód bez wyświetlacza multimediów czy cyfrowych zegarów – nawet w najmniejszych autach. Tym niemniej styliści zrobili z tego użytek.
Przygotowali bowiem specjalną retro szatę graficzną, która sprawia, że 10-calowe zegary wyglądają jak te montowane w Polo II generacji. To samo dotyczy 13-calowego ekranu centralnego, gdzie zobaczymy np. mapę wyświetlaną na kineskopie, wskaźnik naładowania w stylu wskaźnika ze starego Polo, "mechaniczny" licznik przebiegu, czy kasetę jako grafikę słuchanych mediów. To naprawdę świetny detal, który stanowi ukłon w stronę dziedzictwa modelu.
ID.Polo ma zdecydowanie miejskie wymiary (4 m wzdłuż, 1,8 m wszerz i 1,53 m wzwyż), ale przestronnością zdecydowanie bliżej mu do klasycznych kompaktów. Dzięki rozstawowi osi wynoszącego 2,6 m siadając sam za sobą miałem wystarczająco miejsca z tyłu zarówno na nogi, jak i na głowę, a kolanami nie dotykałem jeszcze oparcia przedniego fotela.
Na duże uznanie zasługuje również wyprofilowanie tylnej kanapy – w niepodniesionych autach inżynierowie często mają problem, by zmieścić akumulator pod podłogą, jednocześnie nie podnosząc przesadnie podłogi w kabinie. O ile w SUV-ie nie jest to problem, tak w zwykłych hatchbackach – już tak. Tutaj kanapa wyprofilowana jest głęboko, dzięki czemu nie ma się wrażenia podkulania kolan pod brodę, a uda są dobrze podpierane.
Z kolei dzięki nowej platformie MEB+, której założeniem było przeniesienie napędu i silnika na przód, wygospodarowano mnóstwo miejsca w bagażniku – ten liczy bowiem aż 441 l. To wartość, którą ID.Polo zawstydza wręcz propozycje z segmentu wyżej.
Jeśli chodzi o napęd – do wyboru są dwie opcje. Pierwsza jest typowo miejska: akumulator ma pojemność 37 kWh (LFP), zapewnia zasięg do 329 km i łączony będzie ze 116- lub 135-konnym silnikiem. W podstawowej konfiguracji samochód ma zaczynać się od 100 tys. zł, co stanowi naprawdę dobrą cenę, jak za możliwości, jakie oferuje auto. Minus? Samochód pojawi się w ofercie dopiero w II połowie roku.
Na start dostępny jest wariant z baterią 52 kWh (NMC) i silnikiem o mocy 211 KM za… 156 tys. zł. Tutaj kwota już nie wygląda tak kusząco, ale w zamian dostajemy deklarowany zasięg na poziomie 454 km i uzupełnienie energii od 10 do 80 proc. w 24 min (max. moc ładowania 105 kW). Z kolei za w pełni wyposażonego ID.Polo zapłacimy aż 171 tys. zł.
Zdecydowanie bardziej kusząco prezentuje się więc w "bazie", w której bynajmniej nie brakuje mu wyposażenia. W standardzie dostaniemy bowiem LED-owe reflektory, czujniki parkowania z tyłu, automatyczną klimatyzację czy podgrzewane lusterka zewnętrzne.
Chętni na więcej emocji będą mogli zdecydować się na sportowy wariant GTI. Ten będzie co prawda niewiele mocniejszy od odmiany dostępnej na początku, ale obok 226-konnego silnika i przyspieszenia do "setki" w 6,8 s dostaniemy blokadę mechanizmu różnicowego czy adaptacyjne zawieszenie DCC.
Mało imponująca jest jedynie prędkość maksymalna, która wynosi tylko 175 km/h. Znacznie lepiej wypadają sportowe akcenty nadwozia jak kratka wlotu we wzorze plastra miodu, dodatkowe, choć skromne ospojlerowanie, czy 19-calowe felgi inspirowane obręczami Pirelli z pierwszego Golfa GTI.
Tym samym Volkswagen ID.Polo staje do walki w segmencie, w którym powoli robi się tłoczno. Po wielkich i ciężkich SUV-ach wielu producentów wreszcie skupiło się na mniejszych i tańszych elektrykach – idealnych do miasta. Niemiecka propozycja ma wiele atrybutów, które pozwolą jej powalczyć o szczyt rankingu sprzedaży. Czy to się wydarzy – przekonamy się w najbliższym czasie.