Pierwszy kontakt z Cuprą Leon VZ e-Hybrid Racer: jak elektromobilność ma uczynić motorsport tańszym
Cupra ma w swoim DNA motorsport w rozsądnej cenie. Tylko co z tym zrobić, gdy tendencje przesuwają się w stronę elektromobilności? Jak się okazuje – wiele sensownego. Na Goodwood Festival of Speed przekonałem się, jak ta hiszpańska marka planuje wykorzystać części ze swoich seryjnych elektryków i hybryd, by uczynić ściganie bliższe i bardziej przystępne cenowo dla mas.
Po wymarciu tradycyjnych targów motoryzacyjnych, życie przemysłu samochodowego przeniosło się na takie wydarzenia jak to. Spotkanie grupki entuzjastów zorganizowane na porównywalnych wielkością do Sanoka włościach ówczesnego lorda Marchii, księcia Richmond, Charlesa Gordona-Lennoxa z biegiem lat wyewoluowało w największą imprezę dla fanów motoryzacji w całej Wielkiej Brytanii.
Obecnie jest to już warty dziesiątki milionów biznes, na który najbardziej egzotyczni gracze na rynku (w tym roku gwiazdami byli tu między innymi włoskie Pagani i Kimera, ale też czeska Praga i polski Carlex) specjalnie na tę okoliczność stawiają wielokondygnacyjne stoiska oraz przygotowują specjalne modele, które mają tu swoje premiery.
W tym roku po raz pierwszy dołączyła do nich Cupra. Funkcjonująca ledwo osiem lat jako wyodrębniona z Seata, samodzielna marka przez cały ten czas notuje dobrą passę. Przepis na zbuntowany produkt dla młodych łatwo było stojącemu za tym wszystkim koncernowi Volkswagena zepsuć, a jednak trudna sztuka się udała: już pod koniec zeszłego roku Cupra świętowała wyprodukowanie milionowego auta ze swoim nadal świeżym logo. To tempo rozwoju, którego mogą pozazdrościć nawet konkurenci z Chin.
Wybrałem najlepsze auta na Goodwood Festival of Speed 2026
Paradoksalnie, przewaga tak młodzieżowej Cupry wynika w dużej mierze z jej tożsamości zbudowanej przez historię. Ja – podobnie jak inni millennialsi – patrzę na Formentora czy Terramara, a oczyma wyobraźni dalej widzę pierwsze Leony i Ibizy Cupra. 20 lat temu stanowiły najtańszy sposób na rynku na dostęp do okolic 200, a następnie 300 KM.
Od początku DNA tej marki budował prawdziwy, a nie marketingowy związek ze sportem motorowym. Już sama nazwa – Cupra, skrót od Cup Racing, czyli po polsku wyścigi pucharowe – zadebiutowała w drogowym odpowiedniku jak najbardziej poważnej i przygotowanej do wyczynowego użytku, rajdowej Ibizy kit-car.
Już jako samodzielna marka Cupra kontynuuje tę trwającą trzy dekady tradycję związku z profesjonalnym sportem. Taki mamy teraz jednak klimat, że musi to jakoś wiązać z ideą elektromobilności. I eksperymentuje z nią w niegłupi sposób: na przestrzeni ostatnich lat sytuacja ta doprowadziła do powstania elektrycznych modeli klasy turystycznej Cupra E-TCR oraz Cupra E-Racer, jak i napędzanego w ten sam sposób wyczynowego Tavascana do rajdowej serii Extreme E.
Premiery Cupry na Goodwood Festival of Speed 2026: nowy bolid Formuły E i hybrydowa wyścigówka, która ma sens
Polityka ta doprowadziła Cuprę nieuchronnie – jak i wielu innych producentów aut – do Formuły E, czyli elektrycznego odpowiednika Formuły 1. Odkładając zgryźliwości na bok obiektywnie trzeba przyznać, że seria ta dla takich firm ma sens, bo pozwala zdobywać cenne doświadczenie w zakresie rozwoju i badań napędów, które – w co nadal wierzy cały przemysł – stanowią ich przyszłość.
Cupra na podwórku lorda pokazała bolid swojego (obsługiwanego przez amerykański team Kiro) zespołu na nadchodzący sezon (w Formule E trwa on jak rok szkolny). Wynika z tego, że Hiszpanie zaangażowali się w tworzenie całkowicie nowej konstrukcji bolidu czwartej generacji z napędem, który przekazuje stale na cztery koła aż 816 KM, co przynosi mu przyspieszenie do 100 km/h w zaledwie 1,8 s oraz prędkość maksymalną powyżej 335 km/h.
Choć Formuła E w niektórych zakątkach świata cieszy się już autentycznie sporym zainteresowaniem, mnie bardziej wzruszyła druga premiera na scenie Cupry. Sam książę Richmond, Charles Gordon-Lennox ściągał kotarę z nowego modelu klasy turystycznej o nazwie Cupra Leon VZ e-Hybrid Racer.
Nazwa nie wpada w ucho, ale dobrze opisuje, jaki cel ma to ćwiczenie: to przeznaczony do profesjonalnego użytku bolid z napędem hybrydowym, który tutaj ma dobry pretekst na swoją obecność dzięki zdolności do połączenia wyższych osiągów z niższymi kosztami.
Wszystkie potrzebne do działania tej konstrukcji składniki już istnieją i, co więcej, są produkowane seryjnie. Silnik elektryczny pochodzi z nowego miejskiego malucha o nazwie Raval (wystarczy dla zdrowych 160 KM), a spalinowa część tandemu z dobrze znanego polskim klientom Leona w najmocniejszej odmianie VZ (tutaj ustawiona na 340 KM). Akumulatory tymczasem zaczerpnięto z wersji plug-in tego popularnego kompaktu.
Systemowo ma się to składać na okrągłe 500 KM – znacząco więcej niż zwykle obowiązujące w takich klasach okolice 350 KM przekazywane na jedną oś. Osiągi też poszły w ślad za tym w górę, ale Cupra przekonuje, że równie ważną nową jakością są znalezione dzięki elektryfikacji oszczędności.
Precyzyjniejsze zarządzanie mocą i energią ma przełożyć się nie tylko na obniżenie zużycia paliwa, ale też lepsze zarządzanie oponami. Kto siedział w motorsporcie, ten wie, że jakikolwiek progres na tych polach w skali całego weekendu wyścigowego przekłada się na wymierne i bardzo dobre wiadomości.
Choć Cupra Leon VZ e-Hybrid Racer na ten moment pozostaje jeszcze modelem koncepcyjnym – choćby z tego prostego powodu że nie ma jeszcze serii, w której mogłaby brać udział – to hiszpański zespół wyznacza ciekawy, realny i nadspodziewanie sensowny kierunek do rozwoju europejskiej sceny wyścigowej na poziomie klasy turystycznej. I dobrze widzieć, że dzieje się to z inicjatywy Cupry, która pomimo wielkich sukcesów w ostatnim czasie nie zapomina, skąd się wywodzi i czemu zawdzięcza ten sukces.