Ostatnio o przywiązaniu do włoskiego dziedzictwa było głośno przy okazji premiery nowej Alfy Romeo. Wówczas jeszcze nazywana Milano, musiała zmienić nazwę na Junior. Wszystko przez fakt, że koncern planował produkcję auta w Polsce, a zgodnie z włoskim prawem, nazwa produktu, nie może wprowadzać konsumenta w błąd w kwestii pochodzenia produktu.
Do sprawy włączył się wówczas sam minister przemysłu Adolfo Urso, który stanowczo skrytykował nie tylko nazwanie nowego crossovera Milano, ale także fakt, że będzie on produkowany w Polsce. Sprawę zażegnano zmianą nazwy, ale jak się okazuje, to nie koniec problemów Stellantisu z włoskim prawem.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
DLA CIEBIEJedna noc. Jedno auto. Jeden prowadzący. Miasto po godzinach. After HOURS by Cupra
Jak informuje Reuters, rzecznik prasowy koncernu potwierdził zarekwirowanie 134 egzemplarzy Fiata Topolino w porcie w Livorno przez włoską policję skarbową (Guardia di Finanza). Poszło o umieszczenie na autach skromnego symbolu włoskiej flagi, co rzekomo znów uderza we wspomniany przepis.
Samochody zostały bowiem wyprodukowane w Maroku i stamtąd przypłynęły. Rzecznik broni drobnego ozdobnika, twierdząc, że w tym przypadku przepisy nie zostały złamane, ponieważ: "Jedynym celem naklejki było wskazanie przedsiębiorczego pochodzenia produktu".
Ponadto mężczyzna podkreślił, że duchowy spadkobierca modelu z 1936 r., został wymyślony i zaprojektowany we Włoszech, przez włoski zespół Centro Stile Fiat. Co więcej, od samego początku planowano rozpoczęcie produkcji auta w Maroku.
Tym niemniej, żeby nie eskalować konfliktu i nie doprowadzać do kolejnych zajęć pojazdów przez włoską policję skarbową, koncern podjął decyzję o usunięciu małych naklejek pod warunkiem uzyskania zielonego światła od włoskich władz w sprawie dalszej dystrybucji pojazdów.