Do incydentu doszło w hrabstwie Sacramento w stanie Kalifornia. Znajduje się tam złomowisko dla pojazdów luksusowych, gdzie trafiają samochody przeznaczone do demontażu. Jednym z nich była Tesla Model S, którą oddano trzy miesiące wcześniej w związku ze zniszczeniami spowodowanymi przez powódź. Elektryczne auto stało w bezruchu przez kilkadziesiąt dni i nagle samoczynnie się zapaliło. Pracownicy obiektu zobaczyli tylko chmurę dymu i wezwali straż pożarną.
Tesla catches fire in Rancho Cordova scrap yard
– Pojazd po prostu tam stał – powiedział kpt. Parker Wilbourn z Metro Fire w rozmowie z CBS News. – Nic innego nie mogło potencjalnie rozpocząć pożaru – dodał. Strażacy twierdzą, że pojazd nie był ładowany ani przemieszczany od kilku miesięcy, mimo wszystko jego akumulator stanął w płomieniach.
Załogi strażackie musiały działać szybko, aby powstrzymać płomienie przed rozprzestrzenieniem się na inne samochody premium, takich marek jak Bentley, Ferrari i Lamborghini, które stały obok na placu. W końcu potrzebny był wózek widłowy do podniesienia tesli, aby dostać się do baterii i ugasić ogień. Relację z wypadku strażacy z Metro Fire upublicznili na platformie X (do niedawna Twitter), oznaczając jednocześnie Elona Muska – CEO Tesli, ale ten nie podjął rozmowy.