Mazda CX-6e © WP Autokult

Pierwsza jazda: Mazda CX-6e - trzeba grać takimi kartami, jakie się dostało

Mateusz Lubczański

To nie jest Mazda z krwi i kości, ale CX-6e pozwoli marce na rywalizację w Europie.

Po latach doskonalenia wnętrz, optymalizacji pozycji za kierownicą, skupienia się na – teoretycznie – mało istotnych detalach, Mazda zaprezentowała światu model 6e, który mocno zrywał z tym, do czego przyzwyczaiła nas marka. Trudno się dziwić – był to po prostu chiński Changan w innych ciuszkach. Z CX-6e jest bardzo podobnie.

W flagowym kolorze Nightfall Violet CX-6e wygląda po prostu świetnie. Nie ma dziwnych proporcji jak spalinowa CX-5, do tego nowa sygnatura świetlna pasa przedniego (w formie "podświetlanego skrzydła") naprawdę ma sens. Uwielbiam opadającą maskę, która ma szczelinę przepuszczającą powietrze, podobnie jak słupki C, które kierują je od razu na tylną szybę.


WIDEO
Hyperscreen w nowym Mercedesie GLC - tak prezentuje się ekran o szerokości niemal 1 metra


Nie ma tu żadnej dalekowschodniej nuty, o czym marka z radością donosi, mówiąc o wstępnej koncepcji powstałej w niemieckim Oberursel. Po czym otwieram drzwi i… brakuje mi słów.

Mazda CX-6e
Mazda CX-6e © WP Autokult

No więc od początku: kierowca nie ma przed sobą żadnych zegarów. Informacje dot. prędkości wyświetlane są na szybie – wystarczy więc, że macie okulary polaryzacyjne i nie widzicie nic. Są też kierowcy, którzy nie lubią mieć cyferek skaczących przed oczami.

Za to od środka kabiny aż do miejsca przed pasażerem rozciąga się 26-calowy ekran multimediów, który nie ma większego sensu. Siedząc na prawym fotelu mogłem zmienić piosenkę czy ustawić adres nawigacji. Tyle. W praktyce mam przed sobą szarą przestrzeń wyświetlacza, która jest… bo jest.

Mazda CX-6e
Mazda CX-6e © WP Autokult

Pod względem ergonomii jest to rozwiązanie co najwyżej średnie i niepodobne do tego, do czego przyzwyczaiła nas Mazda. Takich przykładów jest więcej: w topowej wersji (która stanowi ponad 70 proc. sprzedaży) obowiązkowo macie ekrany (połączone z kamerami) zamiast lusterek. I to też jest rozwiązanie, które zaniża poziom.

Nie mogę jednak odmówić wysokiej jakości materiałów wnętrza i świetnego spasowania. Klejone szyby w bezramkowych drzwiach doskonale izolują od szumów wiatru, nawet przy prędkościach autostradowych. Mam wrażenie, że boczki drzwi wersji Takumi (wykonane z tkaniny) są nawet ładniejsze od skórzanego wykończenia odmiany Takumi Plus.

Mazda CX-6e
Mazda CX-6e © WP Autokult

Wyboru nie ma za to w kwestii układu napędowego, bowiem Mazda oferuje CX-6e z baterią o pojemności 78 kWh i silnikiem mającym 258 KM. Auto przyjmie nawet 200 kW, ale i tak z racji krzywej ładowania na szybkiej ładowarce spędzimy ponad 20 minut (w zakresie 10-80 proc.). Maksymalny zasięg to katalogowo 484 km, na drodze ekspresowej (gdzie głównie jeździłem) trzeba liczyć raczej na 370 km.

Układ jezdny miał być dostosowany do europejskich wymagań i można wyczuć, że ktoś z Mazdy miał jednak coś do powiedzenia w kwestii prowadzenia. Oczywiście, to dalej ważący ponad 2 tony SUV, który swój początek miał w jeżdżących powoli Chinach. By tę wagę utrzymać na drodze, zawieszenie utwardzono – w niektórych scenariuszach, na tylnej osi, nawet za mocno.

Mazda CX-6e
Mazda CX-6e © WP Autokult

Mazda tak naprawdę gra na czas – choć wcześniej planowała stworzenie autorskiego samochodu elektrycznego, jeszcze w maju 2026 r. pojawiła się informacja, że inżynierowie wracają do rozwoju hybrydowych układów napędowych. Mają one nosić nazwę Skyactiv Z. A że w ramach współpracy z Changanem można było szybko wprowadzić elektryka do Europy? No cóż, trzeba grać takimi kartami, jakie się dostało.

Ceny Mazdy CX-6e startują od 206 100 zł.

  • Mazda CX-6e
  • Mazda CX-6e
  • Mazda CX-6e
  • Mazda CX-6e
  • Mazda CX-6e
  • Mazda CX-6e
  • Mazda CX-6e
  • Mazda CX-6e
  • Mazda CX-6e
  • Mazda CX-6e
[1/10] Mazda CX-6e Źródło zdjęć: © WP Autokult
Wybrane dla Ciebie