Pierwszy kontakt: BMW Serii 7 po liftingu. Flagowa limuzyna dostanie nowinki z Neue Klasse
Aż trudno w to uwierzyć, ale od premiery bieżącej, 7. generacji BMW Serii 7 mijają właśnie cztery lata. Kontrowersje wokół jej designu nadal nie słabną – tak samo jak wielkie zainteresowanie klientów, które pozostawiło sprzedaż konkurencji daleko z tyłu. Z tego też powodu modernizacja na połowę rynkowego życia przełomowej limuzyny BMW nie przyniosła rewolucji z zewnątrz. Kluczowe jest to, co zmieniło się pod spodem.
Zaczęło się w 2019 r. od liftingu szóstej generacji, na korytarzach w Monachium określanej jako G11. Grzeczny i bezpieczny design przeszedł szokującą przemianę: z przodu pojawił się ogromny, naciągnięty aż na maskę grill, a po jego bokach - wąskie, jeszcze wzmagające ten w pierwszym kontakcie trudny dla oka efekt.
Siódma generacja (G70) przesunęła granicę jeszcze dalej. Jej projekt powstały podczas krótkiego pobytu Jozefa Kabaňa w BMW zdecydowanie nie wygląda już jak większa seria 5… ani jak żadna limuzyna do tej pory, nie tylko tej marki.
Wbrew przewidywaniom internetowych ekspertów rychłej porażki Niemców to jednak oni ostatecznie mieli rację. Kontrowersyjny projekt przyniósł BMW pozycję zdecydowanego lidera w tym segmencie zarówno na świecie, jak również w Polsce. Od momentu jego debiutu sprzedaż Mercedesa Klasy S spadła o połowę (!), a Audi (przynajmniej na razie) w ogóle dało sobie spokój z A8.
BMW i3 - pierwszy kontakt z nową, elektryczną Serią 3
O tym, dlaczego tak się stało, pisałem niedawno na łamach Autokultu w porównaniu tych trzech modeli. W skrócie: grupa docelowa w segmencie limuzyn staje się bardzo młoda, żądna nowinek i szpanu.
BMW najlepiej rozpoznało ich potrzeby: wielki grill, elektryczny napęd i 31-calowy telewizor 8K wyjeżdżający z sufitu dla pasażerów tylnej kanapy to kwestie trudne do zaakceptowania dla osób, które spodziewały się wnętrza z mahoniu, ale, jak widać, to nie one teraz zostawiają pieniądze w tym segmencie.
Wygląd BMW Serii 7 LCI: po terapii szokowej czas na uspokojenie
Nowe projekty BMW mają jeszcze jeden ukryty talent: przez cały cykl produkcyjny, który zwykle trwa siedem lat, potrafią utrzymać ten sam poziom uwagi odbiorców.
Dlatego też projektanci debiutującej właśnie Serii 7 po liftingu – w języku BMW nazywanym LCI (ang. Life-Cycle Impulse) – nie mieli za dużo pracy przy nadwoziu. Mimo upływu czterech lat Seria 7 dalej jest jak nic innego na drodze, więc z zewnątrz jej wygląd stał się trochę łatwiejszy do przetrawienia. Delikatnie zmienione przednie światła i nerki, teraz z poziomymi żebrami w miejscu pionowych, dodały tej posągowej sylwetce więcej powagi i elegancji, a zaoblone tylne światła – wręcz trochę subtelności.
Więcej zmian zyskali klienci w kabinie. Zgodnie z zapowiedzią BMW wprowadzenia przełomowych rozwiązań, zebranych pod nazwą Neue Klasse, które po raz pierwszy zobaczyliśmy w zeszłym roku w nowym iX3, do aż 40 modeli do końca 2027 r., Seria 7 przyjmuje między innymi całkowicie nowy system Panoramic iDrive.
To kolejne rozwiązanie, które na pierwszy rzut oka może wydawać się dziwne i trudne do zaakceptowania, ale po przetestowaniu go w iX3 w warunkach bojowych mogę stwierdzić, że to naprawdę świetne rozwiązanie. Zapewnia świetną czytelność dużej liczby informacji i intuicyjną, sprawną obsługę pomimo miliona funkcji ukrytych w menu.
Ma być cyfrowo czy analogowo? Ma być wszystko
Nowością jest dodanie do tej układanki dodatkowego, sporego (14,6 cala), acz standardowego ekranu po stronie pasażera. Wraz z nim liczba wyświetlaczy w kabinie wzrosła do siedmiu. Niezmiennie wiodącą rolę pełni tak zwany "Theatre Screen" dla pasażerów tylnej kanapy, który przy przekątnej 31,3 cala pozwala zarządzać jadącym tu prezesom swoimi pracownikami na wideokonferencjach (w tym celu dodano kamerkę – sensowny i potrzebny dodatek) albo oglądać seriale z serwisów streamingowych, gdy podwładni nie patrzą.
Pomimo że szczęśliwiec w środku jest tutaj dosłownie zanurzony w nowych technologiach, których namacalny obraz stanowi wymyślne podświetlenie panoramicznego dachu ze szkła, głośników od środka i ponad 40 diod LED odstawiających przed oczami pasażerów przedstawienie kolorowej choreografii, samo BMW twierdzi, że głównym celem było zapewnienie spokoju poprzez redukcję doznań i naturalne materiały. Dowodem tego jest nowa kierownica, na której chowane (wyciemniane) są przyciski aktualnie niewykorzystywanych funkcji.
W praktyce pojawiło się tutaj wiele małych poprawek, dzięki którym BMW jeszcze lepiej odpowie na potrzeby klientów w tym segmencie. Ważna dla nich jest indywidualizacja, dlatego w ofercie nowej Serii 7 pojawia się ponad 500 lakierów lub kombinacji kolorystycznych nadwozia, pakiety M Sport i M Sport Pro, nowe wzory obręczy kół w rozmiarach do 22 cali oraz 700 wariantów konfiguracji wnętrza.
Nowe BMW serii 7 LCI: wersje i ceny
Choć do tego etapu zmiany wydają się powierzchowne, to w miejscach, gdzie wzrok nie sięga, Seria 7 stała się w sporej mierze nowym autem. Mimo że członek zarządu BMW Jochen Goller zapewniał mnie niedawno, że marki tej nie interesują samochody autonomiczne, to Seria 7 stanowi kolejny istotny krok ku ich urzeczywistnieniu.
Nowa architektura daje (przynajmniej potencjalnie) możliwość już w dużej mierze bezobsługowej jazdy: w mieście auto samo ma umieć włączać się do ruchu, przejeżdżać przez ronda, hamować przed czerwonym światłem i ruszać na zielonym, a na autostradach jeździć z prędkościami do 130 km/h – od kierowcy wymagana jest tylko uwaga skupiona na drodze, monitorowana przez kamerę.
Co więcej – producent zapewnia, że działanie tych wszystkich systemów ma być płynne i naturalnie zintegrowane z kierowcą. Tłumacząc na nasze: ci wszyscy asystenci mają nie wkurzać i nie przeszkadzać w prowadzeniu. Pomóc ma w tym dużo większe niż dotychczas wykorzystanie AI.
Duże zmiany zaszły również na polu napędów, a największe – zgodnie z trendami – tych elektrycznych. Choć po pierwszym zachłyśnięciu rynku zainteresowanie i7 nieco opadło, BMW nadal silnie inwestuje w rozwój tej wersji. Dostępna jest w trzech wariantach (50 xDrive o mocy 455 KM, 60 xDrive o mocy 544 KM oraz M70 – aż 680 KM).
Dzięki wykorzystaniu nowego akumulatora o pojemności 112,5 kWh o znanej z iX3 architekturze Gen6, zasięg w nich urósł do kolejno 728, 727 i 686 km, a czas ładowania do 80 proc. spadł do 28 minut dzięki możliwości uzupełniania energii z mocą do 250 kW (oczywiście to wszystko to najlepsze możliwe wartości osiągane w optymalnych warunkach).
Po stronie jednostek spalinowych zostały benzynowe 740, wysokoprężne 740d (choć tu, żeby nie było za łatwo, debiut dopiero w… listopadzie 2026 r.) oraz debiutujące również dopiero wtedy hybrydy plug-in 750e i M760e.
Ceny póki co zapowiadają się na nieco niższe niż przed liftingiem. O ile konfigurator schodzącej odsłony żąda za ten model co najmniej 570,5 tys. zł, cennik nowej rozpoczyna się od wartości 560 tys. zł. Jak widać, BMW nie zamierza odpuszczać przytłaczającej dominacji w segmencie limuzyn klasy wyższej.