Trudno wyobrazić sobie bardziej skandynawską rzecz niż to, co wydarzyło się w Oslo. Sama sytuacja brzmi dość absurdalnie, ale naprawdę miała ona miejsce, zaś nagranie z miejsca zdarzenia zatacza coraz szersze kręgi w mediach oraz w Internecie, stając się prawdziwym viralem.
Wypadek miał miejsce w czwartek, 1 lutego. Według informacji udzielonych potem przez samych zainteresowanych kierowca pechowej tesli był przekonany, że wrzucił w swoim aucie tryb parkingowy. Było jednak inaczej - po wciśnięciu pedału gazu samochód gwałtownie ruszył i z impetem wpadł do fiordu.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
DLA CIEBIEJedna noc. Jedno auto. Jeden prowadzący. Miasto po godzinach. After HOURS by Cupra
Kierowcy oraz jego pasażerowi udało się na szczęście wydostać z wnętrza samochodu, a żeby uchronić się przez lodowatą wodą, weszli na dach częściowo unoszącej się tesli. Z ratunkiem przyszedł zaś kapitan pływającej sauny - tego typu łodzie są w Norwegii i w całej Skandynawii naprawdę popularne, często posiadają również swój własny napęd, jak zresztą w tym przypadku.
Sternik został dość szybko poinformowany o wypadku i razem z dwójką swoich gości błyskawicznie ruszył on w kierunku tonącego samochodu. Ratunkowa sauna dotarła na miejsce dosłownie tuż przed tym, jak samochód nabrał wody i całkowicie się w niej zanurzył.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
WIDEOFloating sauna rescues Tesla drivers from Oslo fjord
Dwójka nieszczęśników została przechwycona przez pływający statek, a dzięki jego charakterystyce mogli od razu ogrzać się w jego wnętrzu, co jest przydatne po kontakcie z lodowatym morzem. Woda, w której musieli spędzić kilka stresujących minut z pewnością była tak samo słona, jak łzy właściciela tesli. Auto zostało co prawda wyciągnięte z zatoki, lecz po takiej przygodzie można już się z nim pożegnać.