Łatwiejszy zakup "elektryka". Ministerstwo uwzględniło ważne poprawki

Łatwiejszy zakup "elektryka". Ministerstwo uwzględniło ważne poprawki

BMW i3 - jeden z pierwszych elektryków, którego teraz można wynająć na minuty
BMW i3 - jeden z pierwszych elektryków, którego teraz można wynająć na minuty
Źródło zdjęć: © fot. Michał Zieliński
Mateusz Lubczański
23.10.2019 15:01, aktualizacja: 13.03.2023 13:50

Ustawa wprowadzająca dopłaty do zakupu samochodu elektrycznego w końcu nabiera kształtów. Ministerstwo Energii wysłuchało istotnych poprawek dot. finansowania. To oznacza, że przeciętny Kowalski będzie mógł zrezygnować z zakupu, jeśli nie dostanie rządowej dopłaty.

Na początku szybkie przypomnienie. Ministerstwo Energii pracuje nad ustawą, która pozwoli na uzyskanie nawet 37,5 tys. zł dopłaty na zakup własnego samochodu elektrycznego. Najistotniejszym warunkiem jest, co raczej oczywiste, cena pojazdu. Takie auto nie może być droższe niż 125 tys. zł. Choć pierwsze prognozy szybko wskazały, że w takiej kwocie możemy przebierać w zaledwie trzech modelach, to dilerzy szybko zwietrzyli interes i stosownie obniżyli ceny.

Pierwsze wersje ustawy przewidywały, że dopłata zostanie przyznana w momencie, gdy auto zostanie zakupione, zarejestrowane i ubezpieczone. Pieniądze do kieszeni kierowców miały trafiać z Funduszu Niskoemisyjnego Transportu, który to finansowany jest między innymi z opłaty emisyjnej wynoszącej 80 zł za każdy 1000 litrów benzyny lub oleju napędowego wprowadzonego na polski rynek. Koszty niskiej emisji są więc pokrywane przez kierowców tankujących tradycyjne auta.

Maksymalnie 37,5 tys. zł miało więc trafić do kierowców w momencie, gdy już zapłacą całą kwotę za auto. Swoje wątpliwości dot. tej kwestii wyraziły nie tylko anonimowe osoby konsultujące projekt, ale i Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego czy Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych. Co w przypadku gdy wniosek o finansowanie zostanie odrzucony z powodu braku dostępnych środków w Funduszu? Problem był tym większy, że zakup samochodu w zdecydowanej większości przypadków odbywa się w formie kredytu, a nie zapłaty gotówką.

Rozwiązaniem uwzględnionym przez Ministerstwo Energii jest uzależnienie zakupu (i wydania przez dealera) auta od pozytywnej decyzji w sprawie dopłaty. Jeśli środki na dany rok się wyczerpią, klient będzie mógł bez problemu zrezygnować z kupna. Jeśli jednak do niego dojdzie, odpowiednie środki zostaną wcześniej zablokowane i przekazane po ukazaniu dokumentów.

Jednym z aut "łapiących" się na dopłaty jest elektryczny Opel Corsa
Jednym z aut "łapiących" się na dopłaty jest elektryczny Opel Corsa© fot. Autokult.pl

Zdecydowanie zrezygnowano z możliwości wypłaty środków przed zdobyciem tablic rejestracyjnych czy polisy OC. Urzędnicy znaleźli całkiem szerokie pole do nadużyć i wyłudzeń.

Bonifikaty mają jeden cel: rozruszać polski rynek elektryków. W pierwszym półroczu 2019 roku widzieliśmy, że liczba rejestracji aut na prąd wzrosła dwukrotnie w porównaniu do roku wcześniejszego, lecz ciągle tempo to nie było zadowalające.

Swoim elektrykiem pochwaliło się też całkiem niedawno Volvo
Swoim elektrykiem pochwaliło się też całkiem niedawno Volvo© mat. prasowe

Według naszych badań przeprowadzonych wśród odwiedzających stoisko WP Autokult na targach Poznań Motor Show, dopłaty rządowe lub ulgi podatkowe zachęciłoby aż 46 proc. osób do kupna samochodu elektrycznego. Trzeba jednak pamiętać, że ok. 70 proc. nowych pojazdów wyjeżdżających na drogi zostało zakupionych przez klienta instytucjonalnego.

Źródło artykułu:WP Autokult
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (11)