Pandina Jones to nie pierwsza przeróbka Pandy będąca dziełem warsztatu Garage Italia Customs. Warto jednak zwrócić uwagę, że w tym przypadku poza stylowo wykończonym nadwoziem i wnętrzem mamy do czynienia także z nietypowym jak na ten model napędem. No może nie do końca, bo historia pamięta dwumiejscowy wariant Elletra zaprezentowany w 1990 roku. Mimo to zasilanie prądem nie jest czymś, co jednoznacznie kojarzy się z Pandą.
30 lat później Włosi ponownie podeszli do tematu elektrycznej wersji tego modelu. I choć jest to dzieło niezależnego warsztatu, robi znacznie lepsze wrażenie niż oryginał z 1990 roku. Na szczególną uwagę zasługuje wyjątkowa kolorystyka inspirowana przygodami Indiany Jonesa - stąd taka, a nie inna nazwa projektu. Karoserię pokryto zielonym lakierem, który został delikatnie przełamany bielą dachu i pomarańczowymi paskami na drzwiach.
To nawiązanie do wnętrza, w którym króluje właśnie ta żywa barwa. Kokpit, podsufitka, fotele - wszystko tu jest pomarańczowe. Dzięki takiej kolorystyce wnętrze Pandy, choć już niemłode, prezentuje się znacznie nowocześniej. Najważniejsze jest jednak to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, a mowa oczywiście o elektrycznym napędzie.
Osiągi nie są zbyt imponujące - generator zamontowany pod maską pozwala rozpędzać się do 115 km/h, a maksymalny zasięg wynosi tylko 100 km. Pełne ładowanie trwa natomiast od 3 do 8 godzin w zależności od źródła prądu, co sprawia, że mimo bojowego wyglądu, Pandina Jones średnio sprawdzi się podczas wymagających wypraw. Trudno jednak odmówić jej uroku i dopracowania detali.
Co ciekawe, twórcy zdecydowali się na pozostawienie oryginalnej skrzyni biegów i układu przeniesienia napędu, co sprawia, że auto poza samym silnikiem niewiele różni się od spalinowego oryginału. Co ważne, specjaliści z Garage Italia Customs mają w planach kolejne, równie ciekawe projekty. Już nie możemy się doczekać.