Maserati na własnej ziemi i Formuła E pokazująca, czym są prawdziwe tory uliczne

W Rzymie przekonałem się, co to prawdziwy tor uliczny
W Rzymie przekonałem się, co to prawdziwy tor uliczny
Źródło zdjęć: © Maserati
Szymon Jasina

18.07.2023 18:13, aktual.: 26.09.2023 16:40

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Domowe wyścigi w Rzymie to bez wątpienia najważniejsze zawody w sezonie dla Maserati, które solidną postawą we Włoszech udowodniło, że chce nawiązać do swojej historii. Sam tor w Wiecznym Mieście natomiast pokazał, czym jest ściganie się po zwykłych ulicach.

Wyścigową sobotę podczas ePrix w Rzymie zacząłem jak w filmach Hitchcocka – od dużych emocji, które później miały tylko rosnąć. Tym pierwszym uderzeniem adrenaliny była możliwość pokonania toru na prawym fotelu jeszcze przedprodukcyjnego maserati granturismo folgore, czyli coupé napędzanego trzema silnikami elektrycznymi generującymi łącznie niesamowite 761 KM.

Zasiadający na lewym fotelu kierowca testowy włoskiej marki był gwarantem tego, że w ciągu dwóch okrążeń rzymskiego toru ulicznego zlokalizowanego w dzielnicy EUR przekonam się o możliwościach nowego dziecka marki z Modeny. Przed startem dowiedziałem się, że jedziemy w torowym trybie Corsa – nie ma oszczędzania auta, Maserati chce się pochwalić możliwościami swojego pierwszego elektrycznego modelu.

Maserati GranTurismo Folgore
Maserati GranTurismo Folgore© Maserati | ANTONIO MOCCHETTI

Już od pierwszych metrów poczułem to, co jest najbardziej imponujące – przyspieszenie zapewniane przez elektryczny napęd. 761 KM i 1350 Nm to wartości wręcz trudne do wyobrażenia i dające efekt w postaci sprintu do 100 km/h w 2,7 s. To są osiągi jeszcze parę lat temu zarezerwowane dla najdroższych hipersamochodów, a tu dostępne w wygodnym gran turismo.

Później przyszło kolejne zdziwienie – mimo masy ponad 2 ton (choć trzeba przyznać, że Maserati zrobiło świetną robotę, ograniczając ciężar), granturismo okazało się całkiem zwinne na krętym ulicznym torze, który ma wiele 90-stopniowych zakrętów.

Maserati GranTurismo Folgore
Maserati GranTurismo Folgore© Maserati | ANTONIO MOCCHETTI

Tor na ulicach

Jadąc z pełną prędkością na prawym fotelu maserati granturismo, mogłem przekonać się o jeszcze jednej rzeczy. Nie dotyczyła ona samochodu, a miejsca, w którym się znalazłem. Tory uliczne często mają wymienianą nawierzchnię, aby samochody wyścigowe nie miały problemów z jazdą. Jednak tor w Rzymie pasuje charakterem do całego miasta, w którym jakość asfaltu w wielu miejscach pozostawia sporo do życzenia.

W przypadku toru w EUR najgorzej sytuacja wygląda pomiędzy zakrętami czwartym a siódmym. Są to szybkie i zupełnie ślepe (bandy wszystko zasłaniają) łuki pokonywane z gazem wciśniętym w podłogę. Już sam brak widoczności robi wrażenie, ale na to wszystko nakłada się jakość nawierzchni. Nawet w drogowym maserati granturismo trząsło mną niemiłosiernie. Od razu w mojej głowie pojawiły się wątpliwości co do wyścigu – takie nierówności i ślepe zakręty pokonywane pełnym gazem to idealny przepis na karambol. Szczególnie na pierwszych okrążeniach, gdy cała stawka jedzie blisko siebie.

Formuła E w Rzymie
Formuła E w Rzymie© Autokult.pl | Szymon Jasina

Miałem rację

Już podczas kwalifikacji przed pierwszym wyścigiem widać było, że wielu kierowców ma problemy ze stabilnością samochodów w tym miejscu. Zawodnicy nie zawsze mieścili się w siódmym zakręcie, a przed nim ich auta wyraźnie poodskakiwały na nierównościach. Ale to były dopiero kwalifikacje, gdzie kierowcy nie walczyli ze sobą, jadąc bezpośrednio jeden za drugim.

Na początku sobotniego wyścigu wypadek w tym miejscu miał Andre Lotterer, co spowodowało pojawienie się na torze samochodu bezpieczeństwa. Jednak najgorsze miało dopiero nadejść.

Na dziewiątym okrążeniu sobotniego wyścigu pojawiła się czerwona flaga, która była efektem karambolu (a jakże) między zakrętami czwartym i siódmym. Jadący jaguarem Sam Bird stracił panowanie nad samochodem, uderzył w bandę i zatrzymał się na środku niezbyt szerokiego toru. Łuki będące zakrętami piątym i szóstym są całkowicie ślepe, a do tego pokonywane pełnym gazem. To oznaczało, że inni zauważali wypadek w ostatnim momencie, praktycznie nie mając czasu na reakcję.

Formuła E w Rzymie
Formuła E w Rzymie© Autokult.pl | Szymon Jasina

Na stojącego na torze Birda zaczęli wpadać kolejni kierowcy. Większości udało się ominąć rozbitego jaguara, ale nie wszystkim. W efekcie największego karambolu w historii Formuły E wyścig zakończyło sześciu kierowców – oprócz Birda byli to: Sebastien Buemi (Envision), Antonio Felix da Costa (Porsche), Lucas di Grassi (Mahindra), Robin Frijns (Abt Cupra) oraz Edoardo Mortara (Maserati). Przy czym ten ostatni wbił się niemal centralnie w samochód Birda.

Solidny weekend Maserati

Mimo udziału Mortary w wypadku wracające po latach do wyścigów jednomiejscowych bolidów Maserati mogło w sobotę świętować. Maximilian Günther, drugi kierowca włoskiej ekipy w domowym wyścigu swojego zespołu wywalczył podium – zajął trzecie miejsce za dwoma Nowozelandczykami, Evansem i Cassidym.

Formuła E w Rzymie
Formuła E w Rzymie© Autokult.pl | Szymon Jasina

Drugi, niedzielny wyścig też był pełen emocji. Przynajmniej na początku, gdy trójka kierowców walczących o mistrzostwo świata jechała obok siebie na czele wyścigu. Jednak podczas zbyt ambitnej próby wyprzedzania w (oczywiście) siódmym zakręcie Evans widowiskowo uderzył w Cassidy’ego. To na placu boju pozostawiono Brytyjczyka Jake’a Dennisa, który dowiózł zwycięstwo i zdecydowanie umocnił się na pozycji lidera przed dwoma ostatnimi wyścigami sezonu, które odbędą się 29 i 30 lipca w Londynie.

Tym razem zaraz za podium znalazł się pechowiec z soboty, czyli Edoardo Mortara z Maserati, a Günther zajął szóste miejsce.

Tor prawdziwie uliczny

Formuła E powstała z między innymi z myślą o przeniesieniu ścigania do miast. Jednak nie wszystkie wyścigi są typowo uliczne. Np. w Meksyku wykorzystywana jest skrócona wersja toru znanego z Formuły 1 (znajdującego się w środku miasta), a w Berlinie kierowcy elektrycznych bolidów ścigają się na terenie lotniska Tempelhof. Tor w Rzymie to jednak prawdziwe ulice dzielnicy EUR, po prostu zamknięte na potrzeby wyścigu. Co więcej, tak jak w Monako nawierzchnia jest dostosowana do tego, aby ścigały się tam samochody Formuły 1, tak w Rzymie sytuacja wyglądała inaczej.

Formuła E w Rzymie
Formuła E w Rzymie© Autokult.pl | Szymon Jasina

Samochody Formuły E ścigały się na nierównej nawierzchni, która okazała się największym wyzwaniem. Choć między zakrętami czwartym a siódmym faktycznie należy pomyśleć o wymianie asfaltu, to właśnie tor w Wiecznym Mieście pokazał, co jest tak fascynującego i wyjątkowego w wyścigach ulicznych. Tam samochody wyścigowe były poza swoim naturalnym środowiskiem idealnego toru wyścigowego, a przed kierowcami stały dodatkowe wyzwania wpływające na ich jazdę.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)