Europa niegotowa na elektryczną rewolucję. "Rzeczywistość nas dogania"

Elektryki zalegają w portach w oczekiwaniu na klientów. We Włoszech czekają oni na uruchomienie programu dopłat
Elektryki zalegają w portach w oczekiwaniu na klientów. We Włoszech czekają oni na uruchomienie programu dopłat
Źródło zdjęć: © GETTY | Future Publishing
Kamil Niewiński

21.04.2024 14:09

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Tendencja wzrostowa sprzedaży samochodów elektrycznych w Europie zaczęła w ciągu ostatnich miesięcy spowalniać, a w marcu 2024 r. wrzuciła nawet bieg wsteczny. Zarówno kondycja rynku, jak i działania państw w temacie elektryków budzą wątpliwości klientów.

Elektryczna rewolucja w świecie motoryzacji przez ostatnie lata szła do przodu i nie brała jeńców. Kolejne marki coraz odważniej stawiały na napęd elektryczny, przy okazji deklarując chęć zakończenia produkcji samochodów spalinowych. To zresztą wymuszają na ten moment przepisy, według której w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii czy wielu stanach USA zakaz produkcji aut spalinowych wejdzie w życie w 2035 r.

Udział elektryków w rynku regularnie rósł, a samochody te stawały się coraz lepiej dopracowane, eliminując sporo problemów wieku dziecięcego i poprawiając swoje osiągi. Wcale jednak nie oznaczało to, że kłopoty zostały w pełni rozwiązane. Zasięg, infrastruktura, czas ładowania, a także cena — te aspekty nadal generowały sporo wątpliwości.

Transformacja w kierunku samochodów elektrycznych jest istotnym punktem w dążeniu do neutralności węglowej i w walce ze zmianami klimatycznymi. Ostatecznie jednak nowe technologie weryfikuje rynek, a ostatnie miesiące pokazują, że na Starym Kontynencie kierowcy nie są gotowi, by w pełni zaufać elektrykom. Widać to zarówno na twardych danych, jak i w obserwacjach ekspertów.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Państwa wyciągnęły wtyczkę. W Niemczech widać już efekt braku dotacji

Etap największych wzrostów na rynku pojazdów elektrycznych skończył się wraz z wrześniem 2023 r. Wtedy to w Niemczech zakończono program dotacji flotowych, a w ślad za naszymi zachodnimi sąsiadami zaczęły iść inne państwa.

Całkowite porzucenie przez Niemcy w grudniu 2023 r. dopłat do elektryków było jak powiedzenie rynkowi: "sprawdzam". Tak oto w I kwartale 2024 r. liczba rejestracji samochodów elektrycznych w Niemczech spadła o 14,1 proc. względem analogicznego okresu w poprzednim roku. 

Statystyki obejmujące marzec wyglądają zaś jeszcze gorzej. W całej Unii Europejskiej sprzedaż aut elektrycznych zmalała o 11,3 proc. względem marca 2023. W państwach, które do tej pory były liderami tego rynku, spadki są naprawdę znaczące:

  • Niemcy: -28,9 proc. (31 384 egz. do 44 125 egz.)
  • Szwecja: -33,7 proc. (8 339 egz. do 12 577 egz.)
  • Włochy: -34,4 proc. (5 357 egz. do 8 161 egz.)

Eksperci przewidywali, że ogromne wzrosty, które notowane były chociażby w I połowie 2023 r. nie zostaną utrzymane. Spadki te pokazują jednak, że tendencja może w najbliższym czasie ulec odwróceniu. Nie można na ten moment założyć z pełnym przekonaniem, że tak będzie, aczkolwiek wielu ekspertów zaczyna bić na alarm.

Problemem nie jest tylko sam brak dopłat, chociaż ewidentnie widać, jak kluczowym jest on aspektem dla wielu kierowców. Widać to po Włoszech, gdzie klienci wstrzymują się z kupnem elektryków aż do uruchomienia przez rząd nowego programu dotacji. W oczekiwaniu na jego start samochody elektryczne blokują portowe parkingi, znajdując się w zawieszeniu.

Ludzie po prostu nie zarabiają wystarczająco dużo, aby kupować te samochody. Istnieje luka między podażą a popytem i to normalne, że dotacje nie mogą trwać wiecznie. Rzeczywistość nas dogania.

Laurent Favredyrektor generalny francuskiej firmy OPmobility w rozmowie z “Automotive News Europe”

Co budzi obawy klientów wobec samochodów elektrycznych?

Potencjalnych klientów nadal martwią też problemy z infrastrukturą. Nie wszyscy są w stanie ładować samochód w garażu przy swoim domu, a liczba ładowarek — szczególnie tych szybkich — już teraz jest niezadowalająca. Przy wzroście liczby elektryków na ulicach problem ten będzie tylko się pogłębiać, bowiem wszystkie organizacje monitorujące rozwój sieci przyznają, że tempo rozwoju infrastruktury jest zdecydowanie zbyt małe.

Obecnie jednak największą obawą jest całkowita niestabilność decyzyjna w kwestii samochodów elektrycznych. Dotacje raz są, by potem z dnia na dzień zniknąć. Nowe programy są ogłaszane, by potem przez miesiące klienci musieli czekać na ich uruchomienie. Kolejni producenci przyznają, że ze spalinówek rezygnować jednak nie chcą, a coraz więcej państw na czele z Niemcami nawołuje do zmian w prawie zakazującym ich sprzedaży po 2035 r.

Z perspektywy osoby, która potencjalnie chciałaby kupić auto elektryczne, trudno mieć teraz nadzieję, że za kilka lat nie zostanie się nagle pozostawionym na lodzie. Idealnie podsumował to Alexandre Marian, dyrektor zarządzający firmy konsultingowej AlixPartners. W jego wypowiedzi zawarty jest największy strach klientów na Starym Kontynencie i być może najistotniejszy powód wahań na rynku samochodów elektrycznych.

Konsumenci w Europie są obecnie zagubieni, ponieważ rządy zbyt często zmieniają zasady przyznawania dopłat do samochodów elektrycznych. Bardzo potrzebna jest pewna ciągłość zasad w okresie poprzedzającym rok 2035.

Alexandre Mariandyrektor zarządzający AlixPartners dla "Automotive News Europe"
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (10)
Zobacz także