Dopłaty do zakupu aut elektrycznych przeznaczone dla klientów prywatnych miały wystartować jeszcze w 2019 roku. Na środę 11 grudnia zaplanowano konferencję, na której miano ogłosić konkretną datę wejścia dopłat w życie. Niestety urzędnicy w ostatniej chwili przypomnieli sobie o podatku dochodowym, z którego dopłaty nie zostały zwolnione. Gdyby program został wdrożony w takiej formie, klienci musieliby odprowadzić od kwoty dopłat 18 lub 32 procent podatku.
Dla klientów decydujących się na zakup samochodu elektrycznego, którym udałoby się uzyskać maksymalną możliwą dotację w wysokości 37 500 zł, oznaczałoby to znaczące pomniejszenie tej kwoty. W pierwszym progu podatkowym o 6,7 tys. zł, a w drugim aż o 12 tys. zł. To zrozumiałe, że w takiej sytuacji liczba chętnych na korzystanie z dopłat mogłaby znacząco spaść.
Brak zwolnienia beneficjentów programu z konieczności odprowadzenia podatku dochodowego mógłby też przełożyć się na większą ilość pracy dla Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Urzędnicy musieliby wystawiać PIT-y dla wszystkich osób, które skorzystały z rządowych dopłat.
Na razie nie wiemy, jak wiele czasu zajmie przygotowanie regulacji zwalniającej dopłaty do samochodów elektrycznych z podatku dochodowego. Biorąc jednak pod uwagę końcówkę roku i zbliżający się okres świąteczny wątpliwe, że stanie się to szybko. Wszystko wskazuje więc, że zapowiadany od dawna program, choć gotowy i potwierdzony ustawą z końca listopada, nie wejdzie w życie do końca 2019 roku.